Babeczką w twarz – nowa kolekcja La Mania Wiosna/Lato 2011

Na pokaz nowej kolekcji La Manii czekałam z niecierpliwością. Zeszłoroczny Canada Goose Constable Parka Dam debiut marki śmiało można nazwać jednym z ważniejszych wydarzeń na polskim rynku modowym.  Joanna Przetakiewicz jest dla mnie kobietą, która wzięła sprawy w swoje ręce, wykorzystała atuty, które miała i spełniła swoje marzenie. Natomiast projektantka marki Magdalena Butrym ewidentnie poszła do przodu od czasów Portofino – w jej obecnych projektach widać większą dojrzałość. La Mania od momentu pojawienia się w naszej świadomości zbierała zasłużenie same dobre opinie.  Na wczorajszy pokaz nie czekałam jedynie z powodu chęci zobaczenia nowej kolekcji. Przed pokazem zgromadzeni mieli ujrzeć etiudę filmową w reżyserii Xawerego Żuławskiego. Byłam przekonana, Canada Goose Expedition Parka że zobaczymy świetny film modowy, nowoczesny, niepokorny… I to by było wszystko, jeśli chodzi o moje oczekiwania.

Ale zanim napiszę coś o filmie, kilka słów o modzie – bo w końcu to ona była główną bohaterką tego wieczoru. La Mania „obiecała”  coś modzie podczas swojego debiutu – mamy oto do czynienia z fajną, polską marką dla kobiet, która proponuję nowe rozwiązania, których jeszcze na naszym rodzimym rynku nie było – chociażby „mała biała” sukienka. I tu czuje się trochę oszukana. A wiosenno – letnia kolekcja jest wszystkim tym, co już gdzieś widziałam – klasyczne modele, które przewinęły się wszędzie – i  na wybiegach, i w sieciówkach. Wszystko oczywiście w „przepysznych” lukrowych kolorach (kolekcja zwie się „Bon appetit”). Co do samej kolekcji – były geometryczne lata 60. i sukienki mini zdobione małymi skórzanymi kołnierzykami, były też lata 70. i długości maxi czy nowość marki – kombinezony w różnych kolorach. Dużo karmelowej skóry w wykończeniach i zdecydowane mocne kolory jako dodatek do „lamaniowego” znaku rozpoznawczego  – bieli. Mniej rzeczy RTW, więcej kreacji wyjściowych. Reasumując – nie było wielkiego wow. Były ładne ubrania, dobrze skrojone i uszyte, ze szlachetnych tkanin, w miłych dla oka owocowych kolorach (oprócz bieli i kremu, maliny, oranże i limonki). I kilka zbyt chudych modelek – stroje „La Manii” są dla kobiet, które mają charakterystyczne dla swojej płci krągłości, a nie jedynie kości. Przykładem niech będzie biały kombinezon, w którym dyrektor kreatywna La Manii pojawiła się na pokazie Roberta Kupisza – ona wyglądała w nim świetnie – modelka niestety nie.

A co do etiudy filmowej autorstwa Żuławskiego… bolesne rozczarowanie. Tak banalnego w przekazie filmu dawno nie widziałam. Bo niby był ładny, taki tam klip, jak to chłopak ma kilka dziewczyn, które ubiera w sukienki La Manii – wszystko się dzieje w hotelowym pokoju i na jego korytarzach, jedna z dziewczyn orientuje się, że nie jest jedyna i chłopak dostaje babeczką w twarz. I jest jeszcze kilka scen, jak to para bije się poduszkami, pierze fruwa po pokoju, modelki spacerują po Krakowskim Przedmieściu nocą i tak dalej, i tak dalej… Nie mam nic przeciwko temu, że artyści robią komercyjne projekty – niech im się żyje jak najlepiej. Tylko niech robią to porządnie – nie jestem w stanie uwierzyć, że Xawery Żuławski, reżyser „Wojny polsko-ruskiej” nie wstydzi się tej etiudy filmowej. I nie pomogła nawet muzyka oskarowego Jana A.P. Kaczmarka.

tekst: Ewa Kosz
zdjęcia: materiał prasowy La Mania

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *