Bereniki Czarnoty Wielkie Nadzieje

Czy jest coś, co ponadczasowe w modzie? Czy co sezon wszystko musi wywracać się do góry nogami? Czy mamy odwagę przestać podążać ślepo za trendami, które serwuje nam współczesna moda na szybką konsumpcję? Czy stać nas na przemyślane wybory i przystopowanie z kompulsywnymi zakupami? Zastanawiam się nad tym od dawna. W końcu kilka lat temu postanowiłam, że do sieciówki wejdę tylko po majtki, bądź dżinsy. Czas zweryfikował moje zamierzenia. Jeden zakup mody autorskiej miesięcznie upadł w konfrontacji z innymi, bardziej życiowymi wydatkami. Nie twierdzę, że mody autorskiej nie kupuję. Ale jest tego wyraźnie mniej. Być może narzucanie sobie jakiś zasad jest bezsensowne, bo podobnie jak z regularnym pisaniem – człowiek lubi planować, ale często trudno ten plan zrealizować. Ja tak mam. Ale mam też wielkie nadzieje. Że będę się mobilizować, że będę więcej czytać, że będę więcej pisać, oglądać, smakować, ćwiczyć, rozmawiać. I czasami wszystko idzie zgodnie z planem, a czasami jednak nie. Ale te wielkie nadzieje zawsze mam i nie chcę ich tracić.

Trochę może ten wstęp nijak się ma do kolekcji Bereniki Czarnoty na zimę, która już za moment da nam w kość (zima rzecz jasna). Może tylko nawiązuje do tytułu kolekcji „Great Expectations”. A może właśnie nie. Bo jeśli tak zinterpretować to, czym projektantka się inspirowała, a mianowicie cytatem z Phoebe Philo, która uważa, że idea szybkiej mody, fascynacja tylko tym co nowe to ślepy zaułek, w który podążamy dość  ochoczo, to moje wprowadzenie zaczyna mieć ręce i nogi. Trudno się ze stwierdzeniem Philo nie zgodzić. I tu pojawia się kolekcja Bereniki. Niezbyt rozbudowana, oparta oczywiście na wełnie, odtwarzająca to co znane – klasyczne kroje, interpretująca to, co każda kobieta nosi i nosić powinna. Zwłaszcza w zimie. Co charakteryzuje rzeczy dziane w tej kolekcji? Wyraźna struktura ściegu, przeskalowania i kolorystyka daleka od spokojnej. Przeskalowania wydają mi się najciekawszym elementem kolekcji, zwłaszcza w przypadku swetrów wydzierganych z mega grubej wełny i ogromnych, pasiastych czap, które są może nieco absurdalne, ale przez to fascynujące. Nie wiem czy czapka może być fascynująca, ale ja tak to widzę. Co do rzeczy odszytych to powiem szczerze, że w momencie, kiedy Berenika zaczęła takie formy wprowadzać do kolekcji, to jakoś to do mnie nie trafiało. Chciałam więcej wełny. Ale muszę przyznać, że to, co widzę w „Great Expectations” pokazuje, że Berenika Czarnota to nie projektantka odnajdująca się tylko w dzianinie. Berenika udowadnia, że jest projektantką wszechstronną. Ale na własnych warunkach. Warunkach użytkowych. Warunkach podporządkowanych zasadzie przemyślanych wyborów. Bo w końcu jeden fałszywy ruch przy krojeniu czy dzierganiu i całą pracę trzeba zaczynać od nowa.

***

Trochę informacji technicznych: wełna z alpaki, ręcznie przędzona z Finlandii, drukowane jedwabie z Niemiec, a tkaniny techniczne z Włoch.

Sesję lookbookową popełnili:
Zdjęcia: Agnieszka Kulesza & Łukasz Pik
Makijaż: Firma Kokarda Make Up
Modelka: Ola / Mango Models

Sesję wizerunkową popełnili:
Zdjęcia: Anya Holdstock 
Modelka: Kiran Kandola / STORM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *