Córka swojej matki

Z Caroliną Herrerą (córką projektantki Caroliny Herrery) rozmawiała Anna Dudek.

Gdyby nosiła rozmiar większy niż 40, nie założyłaby sukienki Marca Jacobsa. Nie przepada za ciuchami vintage, ale lubi klasykę, bo uważa, że nigdy się nie dezaktualizuje. Błyskawicznie robi zakupy, bo wie, czego chce. Do wyjazdu pakuje się w kilkanaście minut. Od dziesięciu lat chodzi w jednej kurtce, o której mówi, że pozbędzie się jej dopiero, kiedy zupełnie nie będzie nadawała się do noszenia. Jej babka była surowa dla matki, matka dla niej, a ona mówi, że swoje dzieci trzyma jeszcze krócej. Jeśli jej córka będzie chciała torebkę Chanel – proszę bardzo, ale będzie musiała kupić ją sobie sama.

Jesteś prawą ręką twojej matki, Caroliny Herrery, w zakresie kolekcji CH Herrera oraz w projektowaniu nowych zapachów sygnowanych waszym nazwiskiem. Pracujesz jako producent filmowy, z zawodu jesteś naukowcem, a przy tym wszystkim – także matką i żoną. Jak to wszystko ogarniasz?
Na szczęście nie projektuję, bo to chyba najtrudniejsza część. Pomagam przy kolekcjach dla dzieci. Najważniejsza jest organizacja i powiedzenie sobie, że jeśli masz tak dużo zajęć, to nie uda ci się zrobić wszystkiego na 100 procent. W tej chwili jestem tutaj, więc nie ma mnie w Madrycie – nie zawiozę swoich dzieci do szkoły, nie zajmę się nimi, bo mam obowiązki tutaj, w Warszawie.

Więc słowo klucz to dyscyplina?
Tak – dyscyplina, organizacja i pomoc, bo nie dasz rady zrobić wszystkiego sama.

Dlaczego Warszawa? Marka CH ma butiki na całym świecie, skąd nagle pomysł, żeby otworzyć salon w Warszawie?
Nadszedł odpowiedni moment. W Warszawie są głównie centra handlowe, niewiele jest samodzielnych butików. Więc powstał pomysł, żeby otworzyć sklep, w którym klient, wchodząc do środka, od razu zrozumie, na czym polega filozofia marki. Jest tu linia kobieca, męska, są ubrania dziecięce, akcesoria, więc klient, wchodząc tutaj, nawet jeśli nie zna zbyt dobrze marki CH, od razu dostaje swoistą „prezentację”.

Wiele podróżujesz, kursując między Madrytem i Nowym Jorkiem. Twoja matka zaprojektowała całą linię toreb podróżnych i akcesoriów, które mogą być przydatne w podróży. W jaki sposób życie na walizkach i ciągle podróże wpływają na sposób, w jaki pracujesz, chociażby nad nowym zapachem?
Oczywiście, że to wpływa na moje życie. Przede wszystkim musisz się nauczyć, jak szybko się pakować i przemieszczać – w praktycznym sensie. Na innej płaszczyźnie – myślę, że jeśli dużo podróżujesz, to twoje oczy są otwarte. Nie podróżuję z notatnikiem, w którym wszystko zapisuję, ale patrzę i chłonę te inne światy, które widzę. To wspaniałe doświadczenie.

Co zawsze znajdzie się w twojej walizce, kiedy pakujesz się  na wyjazd?
To oczywiście różne rzeczy w zimie i w lecie….

Powiedzmy, że w tym sezonie, jesień/zima.
Mam kurtkę, którą kocham. Jestem osobą, która się przyzwyczaja się do ciuchów. A ponieważ mam dostęp do tylu pięknych rzeczy i ubrań, muszę dobrze wybrać. Mam tendencję do noszenia tych samych ubrań, aż zupełnie się zużyją i muszę je wyrzucić. Nie mam wielu ubrań – z tych kurtek, które wiszą przed nami na wieszaku, wszystkie cztery mi się podobają, ale prawdopodobnie zajęłoby mi dziesięć lat, żeby je wszystkie nosić. Zwykle mam jedną kurtkę, którą noszę na okrągło, a w lecie jedną parę butów, które noszę tak długo, aż nie nadają się już do użytku.

Twoja matka mawia, że światło jest dla niej niezwykle ważne, kiedy projektuje. Wpływa na nią inspirująco. Co jest taką inspiracją dla ciebie, kiedy myślisz o nowym zapachu?
To chyba za każdym razem jest coś innego. Z 212 – to zapach nowoczesny, metaliczny, świeży, a CH jest cieplejszy. Ostatnie perfumy 212 VIP – myślę złoto, czerń, de luxe, więc to zawsze jest coś innego, inne bodźce, inne wrażenia, inne skojarzenia. Życie jest dynamiczne, ciągle się zmienia, tak samo zapachy, które tworzę.

Więc z każdym nowym zapachem to coś innego, co cię inspiruje?
Tak, zdecydowanie. Bo jestem w innym miejscu mojego życia, a z perfumami jest tak, że odrobinę tego doświadczenia zamykasz we flakonie. Z ubraniami jest inaczej, perfumy są bardziej romantyczne, więc zmieniają się wraz z nami.

Nie bałaś się, że praca z mamą wpłynie na wasze relacje?

Nie. Dla mnie to jest fantastyczne – zresztą na początku nawet się nad tym nie zastanawiałam. Jesteśmy zupełnie różne, szanujemy się nawzajem, poza tym ja mieszkam w Madrycie, a ona w Nowym Jorku. Myślę, że uzupełniamy się nawzajem.

W jakim sensie jesteście różne?
Różnimy się w sensie stylu. Nie chodzi nawet o to, że ona jest klasyczna, a ja grunge’owa – nie, tu jesteśmy podobne. Ona nosi spódnicę i sukienki, ja rzadziej- ale nawet jeśli je zakładam, na mnie wyglądają zupełnie inaczej. To kwestia detali, np. ja lubię krótsze rękawy, ona dłuższe. Kiedy pracujemy, odnoszę się do niej jako do mojej matki, to nie jest układ na zasadzie szefowa – podwładna. Poza tym mama jest ze mną bardzo szczera.

Krytykuje twoje pomysły?
Jasne! I to dobrze, bo to część twórczego procesu.

Czy twoja wizja kobiety XXI wieku jest zbliżona do tej, którą ma twoja matka? Jej projekty są przeznaczone dla pewnej grupy kobiet-silnych, niezależnych, na wskroś współczesnych.
Nie sądzę, żeby projektowała dla konkretnej grupy kobiet. Projektuje generalnie dla kobiet, a później dzieje się tak, że określonym kobietom podobają się te projekty. Z całą pewnością projektuje dla kobiet, które wiedzą, czego chcą. To nie są kobiety, które muszą sięgać do magazynów, żeby wiedzieć, w co się ubrać. Więc ubrania CH nie są dla kobiet, które – w sensie mody – poszukują inspiracji u innych. Nie – te ubrania są klasyczne, „długowieczne”.

A gdybyś miała określić tę kobietę w kilku słowach?
Kobieca, nowoczesna, lubi łączyć style, nie jest fashion victim.

Więc raczej w stronę klasyki?
Tak, ale nie starej klasyki. Klasyka jest tym, czego chcę. Ale nic nudnego. Dla mnie klasyka jest współczesna. Niektórzy ludzie myślą, że klasyka jest po prostu stara – dla mnie nie. Mam kurtkę, którą kupiłam dziesięć lat temu, a ludzie myślą, że jest nowa. To jest właśnie klasyka.

Więc klasyka to przepis na modowy sukces, na własny styl?
Tak, bo jest ponadczasowa.

Mówimy o stylu- to, jak postrzegasz modę, jest w pewnym sensie wynikiem tego, jak zostałaś wychowana- w rodzinie z tradycjami, przez matkę, która jest znaną na całym świecie projektantką mody. Jaki to miało wpływ na twoje życie, poza modą?
Dla mnie to tak naturalne, że nawet nie wiem. Wiem, że mam ogromne szczęście, że  miałam fantastyczne dzieciństwo – zdaję sobie z tego sprawę. Nie udaję, że jestem kimś innym, bo wiem, że miałam wielkie szczęście. Zabawne jest to, że kiedy byłam dzieckiem i później, kiedy dorastałam, nie miałam pojęcia, jak znana jest moja matka. Myślę, że to były inne czasy – ja wiedziałam tylko, że ciągle szyła! Dziś dzieci o wiele lepiej orientują się w modzie.

A kiedy zdałaś sobie sprawę z tego, że to „szycie” twojej matki odbywało się na ogromną skalę?
Jakieś 10 lat temu, czyli kiedy miałam 30 lat. Moja mama jest po prostu bardzo normalna, nigdy nie przynosiła pracy do domu – jest gotowa do wyjścia w ciągu 20 minut, nie ma żadnych asystentek, więc to, co działo się w naszym domu, nie różniło się od tego, co widziałam w domach moich przyjaciół.

Obydwie jesteście, hm, normalne.
To dzięki niej. Tak zostałam wychowana.

Twoja matka mówi, że jej matka, a twoja babcia Maria, była bardzo surowa, ale w dyskretny sposób.  A jaka była twoja matka, też surowa?
Bardzo. Ale ja jestem bardziej surowa z moimi dziećmi. O mojej pracy wiedzą tylko tyle, że dużo podróżuję. Moja córka myśli, że sklep w Madrycie to szkoła, więc dla niej codziennie chodzę do szkoły. Ale jednocześnie wie o modzie o wiele więcej, niż ja wiedziałam w jej wieku. Myślę, że to wynik tego, że teraz jest o wiele więcej informacji i łatwiejszy do niej dostęp.

To dobrze? Sądzisz, że to, jak dużo informacji mamy i w jakim tempie żyjemy, przekłada się na modę?
Ja wolę wolniejsze tempo. Wszystko w życiu ma swój czas. Nie chcę, żeby kiedyś moja 15-letnia córka przyszła do mnie i powiedziała, że chce torbę Chanel. Jeśli będzie chciała torbę Chanel, będzie musiała ją sobie sama kupić.

Twoja matka postępowała z tobą właśnie w ten sposób?
Nie musiała, bo my byliśmy zupełnie inni. Nie chodziło o ubrania, o modę, byliśmy skoncentrowani na tym, żeby dobrze się bawić, a nie na tym, co kto miał na sobie.

To dobrze, że to się zmieniło, że myślimy w kółko o modzie?
Nie! To dobre dla biznesu, ale ogólnie – nie aż tak. Za dużo jest obsesji na punkcie trendów, metek – czasami patrzę na kobiety i widzę, że są przebrane. To zresztą zdarza się także mnie – czasami coś mi się podoba na wieszaku, zakładam to na siebie, wychodzę i myślę: ”Nie jest dobrze, chodzę jak robot”.

Więc wracamy do klasycznej elegancji?
Tak – wspaniałe w klasycznych ubraniach jest to, że możesz je właściwie dowolnie łączyć i zestawiać z różnymi akcesoriami, za każdym razem uzyskując inny efekt.

Co sądzisz o ubraniach vintage?
To zależy, jak zdefiniujemy vintage.

Oryginalne ubrania z, powiedzmy, lat 50 czy 60.
Nie jestem fanką stylu lat 50 – prawdopodobnie jestem jedyną osoba na planecie, która nie lubi tego okresu w modzie. Ale jeśli vintage’owe ciuchy dobrze na kimś wyglądają, są w dobrym stanie i pasują komuś, kto je nosi – jasne, czemu nie.

Co lubisz nosić, jakich projektantów?
Lubię to, co robi Marc (Jacobs, red.), noszę Chloe, cenię też Oscara de la Rentę. Trudno mi wymienić konkretnych designerów, bo właściwie w każdej kolekcji jest przynajmniej 5 elementów, które mi się podobają.

A jeśli chodzi o polski rynek?
Niestety, nie znam zbyt wielu polskich projektantów – byłam w sklepie Ani Kuczyńskiej, i to było interesujące. Podoba mi się, że jej ubrania są proste, nie przekombinowane.

Wspomniałaś o Marcu Jacobsie – niedługo wejdzie na rynek jego kolekcja dla kobiet plus size. Co sądzisz o tej rewolucji, która – jak wygląda – niedawno się zaczęła w modowym świecie?
Każdy musi się ubierać…

Ale do tej pory największe domy mody nie szyły kolekcji przeznaczonych dla kobiet, które noszą rozmiary większe niż 42. Teraz ma się to zmienić.
To dobrze, ale z drugiej strony myślę, że jeśli noszę rozmiar 48 (Carolina nosi, na oko, rozmiar 34 – 36 – przypis redakcji), i jakiś dom mody nie szyje ubrań w tym rozmiarze, to prawdopodobnie dlatego, że nie wyglądałyby one dobrze. Weźmy sukienki Marca Jacobsa – one wyglądają jak sukieneczki dla małych dziewczynek, więc wątpię, żeby wyglądały dobrze w rozmiarze większym niż 40. Więc nie chcę ich nosić, bo na mnie – gdybym nosiła rozmiar większy niż 40 – wyglądałyby karykaturalnie.

Sądzisz, że to, że designerzy zaczynają szyć w większych rozmiarach, może być znakiem „demokratyzacji” w świecie mody?
Nie. Bo mówimy o budowie ciała. Moda i ubrania są dla wszystkich, a haute couture jest dla wszystkich, którym się to podoba i mogą sobie na to pozwolić. Ale to dobrze, że projektanci wypuszczają kolekcje przeznaczone niekoniecznie dla bardzo szczupłych ludzi.

Donatella Versace powiedziała kiedyś, że jest o wiele więcej ludzi, którzy mogą wydać mniej pieniędzy na ubrania niż tych, którzy mogą na nie wydać majątek – dlatego też wprowadziła na rynek linie Versus i Instante. Czy motywy wprowadzenia na rynek CH Carolina Herdera, a więc tańszej kolekcji, są podobne?
Nie sądzę, żeby pomysł pojawił się ze względów finansowych. Raczej chodziło o to, żeby mieć wszystko w jednym miejscu, nie tylko kolekcję pret-a-porter.  Więc w przypadku Warszawy to był nasz cel, żeby wszystko było razem – ubrania damskie, męskie, dziecięce i akcesoria. Fakt, że w linii Carolina Hererra jest jeden kolor swetra, a tu może być ten sam model w pięciu innych kolorach, wpływa na to, że cena jest niższa. Ale nie sądzę, żeby chodziło głównie o pieniądze, chociaż oczywiście dzięki temu więcej osób będzie miało okazję zapoznać się z marką.

A teraz pytanie, które muszę zadać, mimo że z pewnością odpowiadałaś na nie setki razy. Jak wybierasz strój, kiedy wychodzisz? Z pewnością masz ogromną garderobę
Właśnie nie! Ludzie myślą, że mam mnóstwo ubrań, ale to nie tak.

Jestem jedną z tych osób, które dokładnie tak myślą!
Nie! (śmiech) Jedną z rzeczy, które – myślę – odziedziczyłam po mojej mamie, jest fakt, że dokładnie wiem, co lubię. Więc jeśli idę na zakupy – to robię je błyskawicznie, bo wiem, czego chcę. Nie robię zakupów obsesyjnie. Jedyne, nad czym się zastanawiam, kiedy robię zakupy, to to, czy na pewno chcę kupić dana rzecz, czy jest droga, czy nie.

Ok., ale powiedzmy, że dziś wieczorem wybierasz się na wydarzenie z cyklu „na czerwonym dywanie”. Co założysz i jak długo będzie trwał proces decyzyjny?
Szybko, przysięgam. Mam dostęp do ubrań naszej marki, więc jeśli wybieram się na jakąś galę, dzwonię do NY i pytam, czy mają akurat sukienkę, w którą chciałabym się ubrać. Albo ubieram się w jedną z czterech sukienek, które mam w szafie – wszystkie już nosiłam, wiem, że dobrze wyglądają, i je uwielbiam. Największy dylemat, jaki zawsze mam, to ten, czy związać włosy, czy zostawić je rozpuszczone. Zwykle je wiążę (śmiech).

Czego nigdy byś nie założyła?
Kozaków sięgających uda, ze spiczastymi noskami.

Ok., a z mniej oczywistych wyborów?
Niekoniecznie to oczywisty wybór – mam przyjaciółkę, która nosi takie buty, i świetnie w nich wygląda.

Czy ta przyjaciółka to Madonna?
Nie, nie przyjaźnimy się (śmiech). Ale nie lubię golfów, słabo na mnie wyglądają. Czuję się, jakby nie miała szyi. Mam! Nie założyłabym satynowego, fioletowego kostiumu.

Gdybyś miała wybrać jedną osobę, która jest dla ciebie wyrocznią stylu, „ikoną” mody.
Nie spodoba ci się moja odpowiedź – nie mam kogoś takiego, kogo uważam za „ikonę mody”. Samo słowo „ikona” w tym zestawieniu doprowadza mnie do szału.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *