Jest dobrze


No dobrze, być może ktoś zdecyduje się powiesić na mnie psy a ktoś inny uzna, że jestem tajnym agentem, ale ja naprawdę nie bardzo rozumiem, co, zdaniem niektórych, należałoby na dzień dzisiejszy naprawiać w Fashionweeku. Różowo nie jest, to prawda. Życzylibyśmy sobie więcej mitycznych KONTRAHENTÓW i wyższy poziom pokazów. Ale tu potrzebna jest wieloletnia praca u podstaw, takich problemów nie rozwiązuje się szturmem.

Znajomy niedawno wrócił z targów designu w Mediolanie. W relacji napisał m. in., że nie ma śladu po wielkich, wysmakowanych stoiskach, które przed recesją zwalały z nóg, że designera nie traktuje się poważnie, że oszczędzają na katalogach (gościom z Polski przysługują te mniejsze), a sam design też kuleje i właściwie po obejrzeniu jednej kanapy, widziało się już wszystkie. Ciekawe, że o polskiej imprezie modowej można usłyszeć niemal to samo, co o mediolańskich targach mebla, z tą różnicą, że wymieniamy kanapy na nadal (o zgrozo) wszechobecne legginsy. Może, tylko może, na świecie po prostu tak to już jest, że nic nie jest idealne? Może po prostu im większa impreza tym więcej musi być niezadowolonych?

Branże mody i designu stoją okrakiem między tak zwanymi podstawowymi potrzebami człowieka (każdy potrzebuje w coś się ubrać i na czymś siedzieć), a tak zwanym luksusem. Z próbą połączenia tych dwóch gałęzi mamy do czynienia pierwszy raz w historii i właściwie nikt jeszcze nie wie, co z tego wyniknie. Cała branża stoi przed dylematem – trzymać się kurczącego kręgu bogatych klientów, czy demokratyzować się. Pokusa, by wystąpić do masowego odbiorcy jest bardzo silna – wszak im więcej, tym lepiej. Jeśli zaprosimy na pokaz/targi trzy razy więcej gości, to może da się coś upchnąć na przecenie i zwrócą się koszty. Ale masowy odbiorca chce towaru taniego, prostego, łatwego w odbiorze. Tymczasem, projektanta (i organizatora targów) korci też druga strona – dostarczanie dóbr luksusowych dla elit. Projektant czuje, że ubierając (albo meblując) elity, sam stanie się elitą, poza tym, elitom da się sprzedawać drożej. Niestety, klient elitarny występuje w liczbie elitarnej, pięciu sztuk na krzyż. A co, jak mu coś nie podpasuje? Teoretycznie, gdybyśmy celowali w same tylko elity, przed recesją i skutkami posiadania wąskiego grona klienteli chroniłby nas efekt Veblena, ale w takim wypadku, musielibyśmy rzucić się na głęboką wodę, zrezygnować z obniżek posezonowych, zamknąć drzwi blogerkom i drobnej prasie, i kisić się w tym naprawdę kilkudziesięcioosobowym w skali kraju gronie. A co, jeśli połowa z tego grona złapie na nas focha? Leżymy!

Ostatecznie, usiłujemy więc jakoś pogodzić luksus i masy (Lagerfeld nazywa to mastige, luksusem dla mas. Szczwany lis – mawiała Plizga), stworzyć jakiś miniluksus dla minielit, dostarczyć projekty wydumane, wysublimowane, ale jednocześnie sprzedawalne, czyli zrozumiałe dla znacznego grona odbiorców (co się teoretycznie wyklucza, ale większość modowych marek świata od pewnego czasu to właśnie usiłuje robić). W ten sposób ani nie trafiamy do naprawdę szerokich mas (nasze pomysły są dla nich zbyt awangardowe), ani nie korzystamy z dobrodziejstw efektu Veblena. Czasem, takie działanie trafia w projektantów rykoszetem. Kilka lat temu Dior pośpiesznie wycofywał z rynku część tańszych produktów, bo „taniość” wpływała na wizerunek marki i… spadek sprzedaży. Cóż, takie czasy. Wszelkie próby umasowienia produktu luksusowego prowadzą do błędnego koła – z jednej strony wymaga się, by projektant zrobił rzecz wyjątkową, z drugiej, by jego projekt był zrozumiały dla szerokich mas ludu  i sprzedawalny kilku, a nawet kilkunastu procentom społeczeństwa, po cenie akceptowalnej dla tego społeczeństwa. Projektanci, sprzedawcy i wystawcy stają przed zadaniem znalezienia złotego środka – maksymalnie wyszukanego produktu dla maksymalnie szerokiego odbiorcy. Oznacza to, że ani produkt nie będzie zbyt wyszukany, ani klient nie wystąpi w zbyt wielkiej liczbie. Śmiem twierdzić, że w istniejących warunkach nie da się inaczej (gdyby dało się utrzymać z Haute Couture, nie byłoby kolekcji mastige Lagerfelda, która wszak nie przysporzyła mu aury ekskluzywności), a kompromis, jak to kompromis, zazwyczaj bywa trochę nadgniły.

Zmierzam do tego, że organizatorzy tego typu imprez są bezsilni wobec zjawisk takich jak demokratyzacja luksusu (apage! tfu!) – dziwaczne przekonanie społeczeństwa, że luksus ma być tani, ba, prawo do niego zapisane jest w deklaracji praw człowieka – czy recesja. Póki to się nie zmieni, a nie zmieni się w przeciągu najbliższej dekady, musimy grać kartami, jakie mamy. Czyli: nie będzie diametralnie lepszych kolekcji, nie będzie o niebo więcej klientów. Sugeruję docenić to, co jest, zwłaszcza, że jest naprawdę nieźle. W Polsce zainteresowanie modą wzrasta, wytwarza się grupa społeczna, która gotowa jest zapłacić trochę więcej za trochę bardziej oryginalny ciuch. Dostarczcie im tylko ten ciuch w akceptowalnej jakości (co nie będzie trudne, bo jakość w sieciówkach leci na łeb na szyję, a coś nosić trzeba), i będzie dobrze. Ta grupa społeczna jest coraz silniejsza, składa się z ludzi młodych, u progu swojego życia zawodowego, w związku z tym, najprawdopodobniej z czasem zarabiać będzie coraz więcej.

Wracając do samego fashionweeku. Poziom kolekcji był dobry, zwłaszcza jak na Polskę, organizacja bardzo sprawna. Przeciek w czasie oberwania chmury zatamowany w 10 minut, staff pomocny, rejestracja szybka. Stoiska w showroomie sensownie dobrane – zniknęły nawlekaczki koralików, a napęczniały stoiska szkół odzieżowych. Poza tym, organizator naprawdę zdaje się wsłuchiwać w vox populi, czasem aż za bardzo, moim zdaniem. Marudziliście, że na offie pokazuje się dzieciarnia – w tym sezonie kolekcje wyglądały na staranniej wyselekcjonowane. Marudziliście, że brudno w kiblu – dostaliście czyste toalety i żywe kwiatki w gratisie. Marudziliście, że darmowy energy drink ma (nie)dwuznaczną nazwę – w tym sezonie chodziliście o suchym pysku. Nie podobała się kratka na offie – dostaliście zasłonkę. Temperatura co prawda nadal bardziej sprzyjała panu ubranemu w kostium Yeti z taśmy magnetofonowej, niż dziewczętom usiłującym udawać, że jest lato (najwyraźniej po to, by pokazać, że wiedzą już, co się będzie latem nosić), ale było zdecydowanie lepiej. Duża część wystawców showroomu była mi znana z poprzednich edycji, najwyraźniej więc uznali, że opłaca im się tam być. Więc, co jeszcze niby jest źle? Że brak określonych projektantów? Owszem, brak. Ale to z nimi należy na ten temat porozmawiać, zakładam, że organizatorzy z premedytacją ich nie wyrzucili.

Muszę sobie pozwolić na osobiste wtrącenie. W obsłudze FW pracował model, od którego miałam odebrać umowę dotyczącą praw do zdjęć mojej koleżanki. Wymieniliśmy się kilkoma smsami, po czym dojrzałam go wśród obsługi przed pokazem Nenukko. Podeszłam, i przekrzykując tłum powiedziałam „Jestem i czekam”, co w moim zamiarze miało być skrótem myślowym od „Wiem że jesteś zajęty jak cholera, więc ja się tu będę kręcić po terenie dopóki nie znajdziesz chwili by mnie zawezwać i wręczyć mi tę umowę. Nie przejmuj się mną, nie spiesz się, no problem etc”. Niestety, chłopak mnie nie poznał (miałam przewagę – widziałam go na zdjęciach. On mnie widział raz, przez 3 minuty). Spojrzał na plakietkę z napisem Media i uznał, że jestem dziennikarką, która niniejszym zaanonsowała swą obecność i czeka, aż jakiś host osobiście wskaże jej miejsce siedzące, zamiast samodzielnie posadzić swoje medialne cztery litery na pierwszym dostępnym miejscu w drugim rzędzie. Gdyby ktoś do mnie wyskoczył z takim tekstem, wsadziłabym mu tę medialną plakietkę w tyłek nie zważając na jej wysoce nieanatomiczny kształt. To, co usłyszałam, zwaliło mnie z nóg. „Pani czeka… Tak, aha, pani może usiądzie w tym sektorze, tak, Zenek, pokaż pani miejsce”. Nie wiem, co oni tam biorą na uspokojenie, ale chcę to samo przed następną radą wydziału.

3 komentarze

  • Obuchowicz-Beckwith napisał(a):

    taka jest nasza wersja, takiej będziemy się trzymać 😉 dzięki Martyno Nawrocko za twój zdrowy rozsądek.

  • diakoon napisał(a):

    z tego co wiem NENUKKO a nie NENNUKO

  • Jacek S. Kłak napisał(a):

    Dwa słowa do tego słusznego tekstu. Bardzo różnie interpretuje się w naszym kraju pojęcie marki luksusowej. Czasami zbyt wiele mamy w tej semantyce zaszłych kompleksów zaściankowego kraju gdzie luksus były oficjalnie dobrem nagannym a jednocześnie stanowił przedmiot najwyższych marzeń niemal każdego Polaka. Luksus to nie tylko bycie w „Top Ten” krajowej sceny ,który to tytuł dziś usprawiedliwia lekko ukrywaną pogardę dla wszelkich dziedzin życia wychodzących poza sferę kamer i czerwonych dywanów i pogardę dla czegokolwiek tworzonego na prowincji .Luksus to ciężka praca (Jean Paul Gaultier tworzy kilkanaście kolekcji rocznie ) a nie pozorowanie swej działalności i budowanie statusu w mediach poprzez bywanie w TV. To między innymi zaprzeczenie przypadku jednego z tych twórców nękających mnie na FB ,który próbuje udowodnić ze jak się ma 10 projektów w mini kolekcji to miejsce na Fashion Week też mu się należy!!Luksus to także profesjonalizm na każdym szczeblu: od luksusowej tkaniny (Dawid Tomaszewski potrafi zapłacić ponad 500 Euro za metr! doskonałej „szmaty”) ,po najwyższy poziom odszycia i wykończenia. Tymczasem wysokie szycie to mamy raczej w firmach szyjących w Polsce dla Cerutti, Bossa, Zegny . Swego czasu we Wrocławiu była firma(obawiam się ,ze już jej nie ma) szyjąca dla swiatowego topu marek w tym dla Cerutti na indywidualne zamówienia klientów .Guziki z kości rogowej, ręcznie obszywane dziurki ,płaszcz zszywany z kilkudziesięciu elementów, wielowarstwowe kieszenie, ręczne aplikacje z nazwiskiem lub inicjałami przyszłego właściciela ,flizeliny nie klejone ale wszywane ręcznie, produkt luksusowy którego czas wykonania był dłuższy niż czas produkcji dobrego samochodu . Luksus tworzy się nie tylko na salonach ale na poziomie technologii ,jakości tkanin, nici, sprzętu ,a marka i nazwisko to tylko uwiarygodnione logo tego pojęcia. Dalej idzie za tym profesjonalny marketing i zarządzanie a na końcu Swiadome budowanie marki luksusowej. Na razie mamy chyba tylko część luksusu w branży polskiej mody……My jesteśmy gotowi w 100%,stąd czasami rozdźwięki..Howgh.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *