Justin, Moskwa i kot

Zaczęło się od body dla niemowlaków z zaskakującymi nadrukami (np.: Marlon Brando). Bo kto powiedział, że mini człowiek nie chce fajnie się ubierać?  A może chodzi o to, że rodzice też potrzebowali alternatywy dla zwykłych bodziaków ze strażakiem czy króliczkiem. A jak powiedziało się „a”, trzeba było powiedzieć i „b”. Bo skoro dziecię odstrzelone to i mama, czy tata też zapragnęli przyodziać się w miłą bawełnę z ciekawym nadrukiem, by pasować do pociechy. I Katarzyna Wyrozębska zaczęła rozkręcać markę Justin Iloveu.
Najbardziej charakterystycznym elementem przewijającym się przez wszystkie jej ciuchowe realizacje jest trapezoidalna tunika. Prosty wykrój, bez żadnych zaszewek czy dodatkowych cięć, podwojony, zszyty po bokach, zadrukowany. Szybka moda. Jakże żałuję, że mój osobisty potomek był już za duży na noszenie body, kiedy Justin pojawił się na rynku.

Teraz nastał czas Mozcau by Justin – nowej marki stworzonej przez Kasię, która ma istnieć równolegle do streetowego Justin Iloveu. Wiosenno-letnia kolekcja to głównie kolory i tkaniny – jedwab, jeans i bawełna. Jedwabne tuniki w rozpoznawalnym już justinowym kształcie w kolorach od cielistego, poprzez nasycone róże, pomarańcze, turkusy, aż do głębokiego granatu. Tuniki zostały tak pomyślane, aby łączyć je z kolorowymi getrami, które także znajdziecie w kolekcji i z bawełnianymi podkoszulkami, prześwitującymi spod tunik. W gruncie rzeczy można też połączyć ze sobą dwie jedwabne tuniki w dwóch kolorach i wtedy mamy już inny efekt. To ciekawe założenie modułowe – mając kilka elementów z kolekcji masz bardzo dużo możliwości kombinacji zestawienia ich ze sobą. O ile tuniki nie są moimi ulubionymi elementami kolekcji (mówię tak kolorom, ale nie do końca czuję takie streetowe kształty wykonane ze szlachetniejszego materiału – wolę zwykłą bawełnę), to jeansowa sukienka jest dla mnie hitem – nosiłabym ją cały czas. Poza tym niezmiennie podobają mi się justinowe podkoszulki i tuniki z niebanalnymi nadrukami (wszystkie grafiki autorstwa Jana Estrada – Osmyckiego). W moskiewskim odłamie mamy je w bardzo fajnych pastelowych kolorach. Najważniejsze i w Justinie i Mozcau jest to, że każdy model ma limitowaną ilość – to nie jest masówka. Jest to alternatywa dla fanów ulicznego stylu  – to nie są ciuchy, które udają wielką modę. To się po prostu nosi.


I tak na sam koniec mrugnięcie do odbiorcy – w kolekcji znajdziecie getry i majtki, które w strategicznych miejscach mają przyszyte futerko. I to mnie totalnie rozbraja – moda jest też po to, żeby się nią bawić… i czasami pokazać na imprezie kota (to dla skandalistek).

Tekst: Ewa Kosz
Zdjęcia: materiał prasowy Mozcau by Justin

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *