Klient nasz Pan?

Rzecz ma być o samoprojektowaniu bądź o personalizacji (co wydaje mi się trafniejszym określeniem). Pretekstem do tego tekstu było zeszłotygodniowe spotkanie połączone z dyskusją na temat personalizacji produktów, zorganizowane przez platformę Demish.com. Dyskusję na ten temat prowadzono w bardzo zacnym gronie – prowadzącym był Tobiasz Kujawa z Freestyle Voguing, a gośćmi między innymi Harel, Michał Niechaj (twórca świetnego cyklu spotkań i wystaw Szafa Polska 90_10) czy Paweł Kocoń z platformy obuwniczej Fun In Design. Próbowano dojść do konstruktywnych wniosków – po co nam taka personalizacja, czy gdzieś przebiega granica między twórcą, a odbiorcą i jego oczekiwaniami czy pomysłami.

Demish, nowy gracz na rynku sprzedaży polskiej mody oferuje swoim klientom możliwość dopasowania produktu (ubrań bądź dodatków) do swoich potrzeb czy marzeń. Nie jest to novum na rynku ogólnoświatowym. Od dawna na stronie Nike można sobie spersonalizować parę wymarzonych „najaczy”. Nawet zastanawiałam się nad tą opcją kiedyś tam, ale zrezygnowałam z niej zakładając, że zapewne zamówiłabym czarno-czarne trampki. Ale jeśli ktoś marzy o turkusowo-różowych najkach ze swoim imieniem na zapiętku to jest to dla niej/niego opcja wymarzona. US Words – czyli bransoletki ze stali chirurgicznej już od dłuższego czasu oferują ten biżuteryjny drobiazg z wymarzonym słowem, wygiętym przez zręczne dłonie twórczyń. Sama nawet mam rzeczone bransoletki ze słowami – „star wars” i „ultra”. Są piękne i cieszę się, że zdecydowałam się na ich zamówienie. Na Demish.com można już personalizować rzeczy wybranych projektantów – ciekawą opcją wydają mi się spodnie od Madoxa, które można na zamówienie klienta odszyć z konkretnych materiałów. Inną znaną marką, obecną na platformie jest biżuteria od Anny Orskiej – są to spersonalizowane bransoletki – można na ich wygrawerować napis i wybrać metal z którego są zrobione.

Wszystko pięknie. Ale co dalej? Słowo samoprojektowanie wydaje mi się drobnym nadużyciem. Przecież chodzi o personalizację produktu – czyli o konkretną usługę. Czasy są takie, że potrzebujemy usług, aby nasze życie było łatwiejsze. Aby otaczającą nas rzeczywistość dopasowywać do swoich oczekiwań i wymagań. I przy mniej skomplikowanych produktach jest to do wykonania. To trochę taki internetowy krawiec (gdy rzecz się ma do ubrań), któremu mówimy – chcę te spodnie, sukienkę, bluzę w konkretnym kolorze, o konkretnej długości, rozmiarze.

Od razu myślę o swoim „samoprojektowaniu”. Należąc do subkultury punkowej często jako małolata farbowałam sobie podkoszulki, zwężałam dżinsy z lumpa na domowej maszynie, pisałam markerami różne hasła na kurtkach, strzępiłam, darłam, cięłam, przerabiałam. Byłam raczej samowystarczalna w tej kwestii. Zastanawiam się czy gdybym miała wtedy środki i dostęp do odpowiedniej firmy (gdyby takie w tym czasie istniały, pomijając pracownie krawieckie) to czy bym z tych usług skorzystała… Szczerze mówiąc – wątpię. Gdy pomyślę o tej personalizacji czy (jak niektórzy mówią) „customizacji” to jestem delikatnie przerażona. Może dlatego, że zawodowo zajmuję się „custom publishing” czyli magazynami tworzonymi dla centrów handlowych – w wersji drukowanej bądź online. I z punktu zawodowego totalnie rozumiem, że produkt musi spełniać oczekiwania klienta, bo to on docelowo korzysta z naszego „wytworu”. Ale w przypadku mody w pojęciu ogólnym i w pojęciu sztuki użytkowej jest to dla mnie przekroczenie pewnych granic – bluza to bluza, jeśli chcemy bluzę nabitą ćwiekami, to w myśl idei personalizacji, zamawiamy ją, zamiast zrobić ją samemu (nie dyskutuje estetycznie z bluzą nabitą ćwiekami, podaję tylko przykład). W mojej ocenie można się przejść do „sklepu z milionem ćwieków”, zakupić odpowiednie i umaić sobie bluzę samemu. Żeby było jasne – bluza z ćwiekami jest dla mnie typowym przykładem braku kreatywności i pewną ułomnością estetyczną. Ale jest idealnym przykładem jak taka personalizacja ostatecznie może wyglądać.

Ale z drugiej strony – ludzie w obecnych czasach są bardzo zajęci i wszelkiego rodzaju usługi ułatwiają im życie. Można zrobić zakupy spożywcze jadąc do pracy i zamawiając je przez komórkę z odpowiednią aplikacją mobilną. Czyli może także przydałaby się usługa – spersonalizuj sobie spodnie – zamów je w kolorze pomarańczowym z niebieskimi wykończeniami. Tak jak na przykład na platformie Fun In Design można sobie zamówić różowe szpilki, albo inne klasyczne modele butów w wielu kombinacjach kolorystycznych. Jedno jest pewne – z modą nie ma to nic wspólnego. Jest to usługa, która wielu osobom ułatwi życie, albo raczej pozwoli im spełnić swoje (często absurdalne) marzenia. Ostatecznie nie odmawiam ludziom potrzeby skorzystania z takiej możliwości spersonalizowania sobie produktu. Do pewnych granic oczywiście. Bo jeśli chodzi o odzież od projektanta, chciałabym, aby jednak to projektant określił granice i powiedział, że na przysłowiowe ćwieki się nie zgadza. I też wydaje mi się, że należałoby zastanowić się nad używaniem słowa samoprojektowanie w tym kontekście. Bo jesteśmy fotografami, projektantami, wszystko wiemy lepiej, najlepiej, a nie potrzebujemy do tego żadnej wiedzy, żadnej szkoły. Dlatego też personalizacja to dla mnie słowo wytrych, odpowiednie, takie, które pozwala zrozumieć tę ideę i ją zaakceptować. Poza tym tego typu platforma to kolejny kamyczek, który buduje górę, zwaną przez nas szumnie Polską Modą, albo trafniej w tym przypadku rynkiem popytu i podaży w sektorze przemysłu odzieżowego. Jeśli ma to zwiększyć sprzedaż i umożliwić projektantom pracę, zarabianie i tworzenie to zawsze będę na tak. Choć sama – nie skorzystam…

PS.: Na jednym ze zdjęć widać mnie z czasów liceum i farbowaną własnoręcznie koszulkę. Nie śmiejcie się 🙂

3 komentarze

  • Marie napisał(a):

    No właśnie, zamawiając spersonalizowaną koszulkę u projektanta będzie można narzucić mu pewną estetykę, która jest mu daleka. Czy podpisze się pod czymś takim?

  • Isabella napisał(a):

    Zdjęcie wspaniałe!
    A kastomizacja dostępna w ofercie niektórych marek/projektantów to jednak zawsze poruszanie się w obszarze z góry wyznaczonym. To marka/projektant przedstawia listę możliwości, które klient może wybrać – nie na odwrót.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *