Kupisz / nie kupisz? Pokaz pierwszej kolekcji Roberta Kupisza

Na wczorajszym pokazie Roberta Kupisza pojawili się „wszyscy” – dziennikarze modowi, celebryci… każdy chciał BYĆ na premierze jego pierwszej kolekcji.
Nie zobaczycie w Ultrze zdjęć gwiazd – od tego są inne portale. Ultra interesuje tylko moda – ta przez małe i duże „m”. Chociaż w przypadku Joanny Przetakiewicz (dyrektor kreatywna marki La Mania) złamałam ultrazasady – kolejny raz opadła mi szczęka na jej widok – genialny biały kombinezon w stylu lat 70tych i wariacki czerwony kapelusik (u nas tylko on).

Co najbardziej uderzyło podczas pokazu? Pozytywna atmosfera… Od pierwszej chwili, gdy usłyszałam muzykę, wiedziałam, że mój osąd nie będzie pozbawiony osobistego sentymentu do The Clash. Chociaż pewnie, gdyby ciuchy były beznadziejne, to dobra muzyka by nie wystarczyła. Kolekcja jest odzwierciedleniem tego, kim jest i jak się nosi Robert Kupisz. I nawet nie chodzi o jego historię zawodową – po prostu wydaje się być człowiekiem, którego wszyscy uwielbiają (zapewne stąd te tłumy na pokazie). Od lat nazywany najlepiej ubranym Polakiem, stylista fryzur i czasami nawet model. Sam o swojej kolekcji mówi, że to są po prostu ciuchy, które dobrze się nosi. I co najważniejsze – to ubrania Ready To Wear – to na naszym polskim rynku ewidentnie bardzo ważne. Kolekcji na czerwony dywan mamy już dosyć.

Co zaproponował Robert Kupisz?  Zmiksowany punk, rock, hippie i grunge. Sylwetki, które oczywiście nie zaskakują nowymi formami – w końcu od lat moda romansuje z lekko festiwalowym wyglądem gwiazd rocka, ale nadal jest w tym to coś. Jeans, skóra, bawełna i dzianiny (przeważały w kolekcji) – to zawsze fajnie się nosi – a każdy chce czasami poczuć się prawie jak Easy Rider . Taka kolekcja spokojnie mogłaby trafić do sieciówki, bo trafi w gusta masowego odbiorcy (głównie młodzieży) i mogłaby się sprzedawać. Pytanie – czy to wstęp do projektowania dla jakiejś polskiej marki? Może lepiej nie – na pewno ucierpiałaby na tym jakość.


Reasumując – wygląd mniej (lub bardziej) naćpanej rockowej gwiazdy zawsze się sprzedaje. Trochę Morrisona, trochę Cobaina i mamy szał. Moje typy to ortalionowe parki – w sam raz na miasto, ale i na Open’era – oraz dzianinowe sukienki w długości mini i maxi z odkrytymi plecami – z przodu zakonnica, a od tyłu grzesznica. Jednym ze zgrzytów dla mnie były szpilki z ćwiekami. Najlepiej wg mnie sylwetki kobiece wyglądały z glanami – było w tym więcej rock&rolla – i marynarki – damska i męska – kompletnie nie w klimacie.

Dla wrogów żelazka – ubrania zaprojektowane przez Roberta Kupisza są wprost stworzone dla niezorganizowanych bałaganiarzy (którym po trochu jestem). Nie trzeba ich prasować, mogą wyglądać niedbale – taki ich urok. Patrząc na modelki przeniosłam się lekko w przeszłość. Czasami chciałabym znów nosić rumuny (jak sama nazwa wskazuje rumuńska wersja glanów), luźne w kroju szarobure sukienki czy czerwone jeansy (których dla ścisłości nie było w kolekcji). Z punkrocka nigdy się nie wyrasta – najlepszym tego przykładem jest sam projektant i jego ubrania. Ja częściowo kupuje jego wizję – jestem zmanipulowana muzyką podczas pokazu, zdjęciem Davida Bowie w tle wybiegu. Czy kupuję to jako total look? Raczej nie – wybieram 2 sukienki i parkę – albo uszyję je sobie sama (jak dam radę).  W końcu sam projektant od lat uprawiał udany DIY na swoich ciuchach. A ty – kupisz punkrocka wg Kupisza?

tekst: Ewa Kosz
zdjęcia: Michał Murawski /
ishootmusic.eu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *