Łukasz Jemioł / Jesień-Zima 2012-2013

Czasami idąc na pokaz lepiej wiedzieć mniej, niż więcej. Wiesz więcej, oczekujesz więcej. A bez zbędnego balastu oczekiwań… Ale dowiedziałam się, że inspiracją najnowszej kolekcji Łukasza Jemioła ma być art déco w nowoczesnym wydaniu. Wiedzę o tym fakcie dodajcie do mojej miłości do art déco (tak, to jest miłość!) i skonfrontujcie to z moim rozczarowaniem. A gdybym nie wiedziała…

Pokaz kolekcji jesień/zima 2012/13 Łukasza Jemioła odbył się w Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II, popularnie zwanym Galerią Porczyńskich. Ciekawa lokalizacja, sale wypełnione obrazami „starych mistrzów” i piękna kopuła wieńcząca największą galerię, „Rotundę”, w której usytuowano wybieg, potęgowały wrażenie, że z wyjściem pierwszej modelki cofniemy się w czasie o parę epok.

A dokładniej do momentu, kiedy ubiór kobiety wyzwolił się spod wpływu mody belle epoque, spódnica (w końcu!) uległa skróceniu, a kobiece kształty przestały być eksponowane przez ciasne gorsety i wielowarstwowe halki. Art déco to przede wszystkim czas rozwoju architektury, grafiki i wzornictwa, których wpływ na modę zawdzięczamy takim mistrzom jak Paul Poiret, czy Worth (znani z zamiłowania do żywych kolorów i dekoracyjności) z jednej strony i geometryzacji form, uproszczenia sylwetki z drugiej strony (tutaj prym wiodły kobiety – Coco Chanel czy Madeleine Vionnet).

Pierwsza sylwetka jesienno – zimowej kolekcji Jemioła silnie nawiązywała do charakterystycznych cech mody lat 20. – luźny krój nie podkreślający biustu, lekko obniżona talia i wstawki zdobiące sukienkę charakterystycznym dla art déco, lekko geometrycznym wzorem. Plus zestawienie materiałów – błyszczące cekiny i welur. Jednak już kolejne sylwetki zaczęły sprawiać wrażenie eklektycznego nieporządku, jakby projektant w trakcie tworzenia kolekcji nie mógł się zdecydować, czy art déco to rzeczywiście inspiracja dla powstających projektów, czy bardziej filozofia „dla prasy” będąca supertrendem tego roku (kolekcja Gucci, powstająca właśnie nowa ekranizacja filmu „Wielki Gatsby”, Office 2010 Programs プロダクトキー
której wpływ na modę jest niekwestionowany).

Kolejne modelki prezentowały charakterystyczne dla Jemioła miękkie drapowania, warstwy i łączenia materiałów. Na wybiegu pokazały się sukienki o kroju z lat 20., długie suknie z marszczeniami, rewelacyjne swetry, dekolty na plecach, golfy, obniżona talia i mocno zaznaczona (wręcz w stylu spódnic full volume Diora), zestawy, którym bliżej do powojennej mody lat 40., niż art déco, a także przepiękne okrycia wierzchnie – płaszcze, kurtki (można powiedzieć, że w tej kwestii Jemioł jest mistrzem) o niewykończonych futrzanych kołnierzach, wiązane w talii paskiem. Całość w jesienno – zimowej kolorystyce srebra, szarości, grafitów i odcieni niebieskiego, przełamanej fuksją i butelkową zielenią.

Dlaczego więc pod koniec pokazu poczułam zawód? Właśnie z powodu braku ducha art déco w kolekcji. Formy, które zaprezentował Jemioł były tak charakterystyczne dla jego twórczości, że wciskanie ich w ramki nowoczesnej interpretacji art déco jest mocno naciągane. Zabrakło w tej kolekcji fantazji i polotu charakterystycznych dla takich krawców jak Poiret, czy Worth, o których czytamy: „krawcy o bogatej fantazji, jak np. słynny Poiret, poddali się hasłu linii prostej i stworzyli szczegóły naprawdę śliczne”*. Czego zabrakło w kolekcji Jemioła? Właśnie tych „szczegółów naprawdę ślicznych”.

*Cytat pochodzi z czasopisma Record. Świat Kobiecy, a wydanego przez Księgarnię Polską B. Połonieckiego we Lwowie. RECORD rocznik 1923 nr 6

Zdjęcia: Wiola Lass

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *