Melba / nr 08 / Raw: Prawda czy fałsz…

okladka Melba 08 Raw issue
Rok 2008. Jestem na urlopie wychowawczym i siedzę w domu z moim synkiem. Wszystko jest niby ok, ale gnuśnieję. Spędzam całe dni w dresie. Powoli zaczynam to zauważać i jestem przerażona. W momencie największego emocjonalnego dołka odkrywam blogi modowe. Jest to dla mnie totalne objawienie. Najpierw oglądam i poznaję coraz to nowsze blogi. Następnie zaczynam komentować, by na samym końcu sama założyć bloga o wdzięcznej i z lekka infantylnej nazwie „Kostki Cukru”. Liczba polskich blogów rośnie. Spotykamy się, rozmawiamy, poznajemy i myślę, że w jakiś sposób zaprzyjaźniamy. I po tych ponad 6 latach muszę przyznać, że był to wspaniały czas. Relację między naszą małą społecznością blogerek modowych były naturalne i szczerze. Nasze wizyty w programach śniadaniowych pełne entuzjazmu. Nie udawałyśmy nikogo. Prowadziłyśmy jedynie blogi, na których pokazywałyśmy swoje ciuchy. Nie było w tym większej filozofii. Natomiast była w tym prawda. Bez lukru, kilkukrotnego przegotowania i posypywania złotym brokatem. Bez retuszu i zakłamywania rzeczywistości. Bez oportunizmu.

I nagle mamy rok 2015. To, co się dzieje w polskiej blogosferze związanej z modą wygląda groteskowo. Dzień bez kryzysu jest dniem straconym. Tylko czy modowe kryzysy w social media są jeszcze ciekawe? Nie. Czy to, że jedna blogerka nosi podróbki ubrań, uszyte przez swoją mamę jest ciekawe? Nie, jest raczej żenujące. Zwłaszcza patrząc przez pryzmat firm, które jeszcze chcą inwestować w takie osoby z mętnym poczuciem tego co dobre, a co złe. Czy szpachlowanie sobie twarzy makijażem, który ma nas uszczęśliwić jest ekscytujące? Na Boga, nie. Od razu myślę o rozpadającej się Goldie Hawn i Meryl Streep w filmie „Ze śmiercią jej do twarzy”. Czy warto ufać wyborom pań blogerek? Czy to, co pokazują na blogu jest rzeczywiście tym czymś, za którym warto pobiec do sklepu z ostatnią stówką w portfelu? Oczywiście, że nie warto. W końcu na blogach „znaczących” w środowisku znajdziemy przecież wszystko – jedyne co się liczy to odpowiednia kwota zasilająca konta właścicielki swojej cudownej blogowej fermy. Zapytam po raz kolejny – gdzie się podziała prawda?

Od blogów do polskiej mody blisko. Wszak blogerki to słynne recenzentki pokazów mody i bywalczynie salonów. I tu ja zadaję sobie pytanie – czy warto zajmować się polską modą? To pytanie chyba jest jednym z cięższych, które cyklicznie sobie zadaję. Zwłaszcza, kiedy mój kontakt z modą polską można zaliczyć do traumatycznych. I tu mogę zadać kolejne pytanie… Czy warto chodzić na pokazy projektantów, którzy wygrywają telewizyjne „talent show”, a tym bardziej czy warto o tym pisać? Nie, jeśli pretensjonalność całego przedsięwzięcia jest nie do zniesienia, a projekty ranią estetycznie oczy oglądającego.

Zastanawiam się, jak moje życie wyglądałoby, gdyby tej mody, blogów w nim nie było. Wiem, że nie poznałabym wielu wspaniałych ludzi – tak, to trochę frazes, ale tak naprawdę jest. Może trudno w to uwierzyć, ale poznałam w trakcie swojego blogowania wiele świetnych kobiet, z wieloma utrzymuję nadal kontakt – spotykamy się, czasami coś pijemy i jest totalnie miło. Ktoś może powiedzieć – jesteś stara, zgorzkniała, nie osiągnęłaś sukcesu, trzeba było prowadzić bloga dalej, kupować followersów, byłabyś teraz na Fashion Weeku w Nowym Jorku… Zaraz, zaraz – czy ktoś już czegos takiego nie powiedział? Ale wracając do meritum – nie, nie smucę się, że nie kasuję 5 tysięcy PLN za wpis na stronie. Nie wyrywam sobie włosów z głowy, bo przeszedł mi kolejny intratny kontakt z marką X. Nie jestem zdołowana, że nie dostaje tony ciuchów za nic. Taka wybrałam drogę, pracę, dojrzałość i nie powierzchowne kontakty z ludźmi. A jeśli blogi modowe muszą wyglądać tak jak teraz to szczerze mówiąc, nie ubolewam. Nawet super odpicowany zakalec zostanie zawsze zakalcem.

Tekst ukazał się w internetowym magazynie Melba. 
www.melbamagazine.com
www.facebook.com/melbamagazine

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *