Na pytania komediowe i kryminalne odpowiada Jacek Kłak, szef Fashion Week Poland.

Jak trudną sztuką jest próba analizy wydarzenia w którym nie brało się udziału ten tylko się dowie, kto dostał po głowie za swą nieobecność – chciałoby się rzec. W trakcie wywiadu zFC0-GR1 szefem Fashion Philosophy Fashion Week Poland, Jackiem Kłakiem, wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa komentować czegoś, czego nie dotknęłam osobiście. Osadzam się jednak w roli dziennikarza społecznego, większość moich pytań pochodzi z odczytywania tekstów innych autorów, opiniotwórczych na swój własny, niepowtarzalny sposób. Niektóre pytania pochodzą z rozmów z osobami, które miały okazję wziąć udział w 6-tej edycji, wieloma osobami. Rozmawiam często zarówno z projektantami jak i bloggerami, dziennikarzami. Syntetyzuję (próbuję?) ich wątpliwości i zapytania, których nie znajdziemy w publicznej sferze ich działalności, bo w tym środowisku każdy próbuje zachować stanowisko pracy, jednocześnie nie rujnując sobie możliwości zatrudnienia gdzie indziej.Office 2011 for MAC プロダクトキー
Na publiczną debatę nie każdego stać bez chowania się za nickami. Z dystansu wielu tysięcy mil nie boję się pytać (choćby w cudzym imieniu) i mówić, co myślę na pewne tematy — nie szukam pracy w Warszawie. Z tej perspektywy podeszłam również do rozmowy z panem Jackiem Kłakiem, człowiekiem, którego odwagę i entuzjazm podziwiam.

J.O.B.: Zacznijmy od końca, czyli od pogrzebu. Podobno w kuluarach 6-tej edycji  FWP krążyły pogłoski (wiem o nich z tekstów jedynie, nie miałam okazji uczestniczyć w kuluarowym pożyciu uczestników imprezy) o ciężkiej chorobie a nawet zejściu pewnego trzylatka. Czy nie sądzi pan, że to dość okrutne i średnio wychowawcze wymagać od przedszkolaka umiejętności zgodnej zabawy własnymi zabawkami z całą resztą przedszkolaków oraz posiadania prawa jazdy na ciężarówki ? Mówię oczywiście o werbalnym uśmierceniu łódzkiej inicjatywy, której pan szefuje: Fashion Philosophy Fashion Week Poland. Z jednej strony wieść niesie, że organizacja była bez zarzutu, znacznie lepsza niż w poprzednich edycjach; pokazy Alei Projektantów mógł oglądać cały świat, z czego skwapliwie skorzystałam (usadzając przed ekrany monitorów również wielu moich anglojęzycznych znajomych, wiedząc, że nie będę musiała się wstydzić tego, co zobaczą); modelki jako zbiór były o klasę lepsze (dojrzalsze zawodowo) niż te w poprzedniej edycji (którą widziałam na żywo); kolekcje Alei sprawiały wrażenie porządnie odszytych z nienajpodlejszych surowców, niektóre wydawały się nawet dość luksusowe – z drugiej strony pogrzeb. Jak to możliwe?

Jacek Kłak: Doceniam czarny angielski humor, gorzej, kiedy żart dotyka mnie i projektu Fashion Week, któremu poświęciliśmy z zespołem ostatnie 6 lat. Muszę rozczarować tych, którzy już zamówili wieńce i pożyczyli czarne fraki. Fashion Week ma się bardzo dobrze, ba…lepiej niż kiedykolwiek . Skoro sama Pani potwierdza i robi to także wielu dziennikarzy i bloggerów, że była to najlepsza edycja do tej pory,  to  traktuję to pytanie jako nie pozbawione abstrakcji.  Prowokacja?

Nie wpadam więc w panikę i odpowiem całkiem spokojnie na to, do czego przywykłem w ciągu 3 lat.

Wróżono nam upadek już po pierwszej edycji, potem przejęcie finansowe naszego projektu przez innych i przeniesienie go do innych miast (Warszawy, Poznania, Wrocławia), potem straszono nas podobnymi projektami, które miały powstać w innych miejscach i nas zniszczyć . Zawsze w atmosferze  rywalizacji, choć  nie wiem dlaczego, bo  my nigdy w innych  nie upatrywaliśmy  konkurencji. Projekty w stylu Warsaw Fashion Weekend w Soho to, jak się okazało, inna bajka. Kiedy ekonomiczny aspekt upadku poległ, nastąpiła próba dyskredytowania projektu w sferach estetycznych  i artystycznych. Zarzuty w stylu: komercja (a od kiedy i gdzie Fashion Week jest manifą artystyczną a nie wydarzeniem komercyjnym?), mało kupców (jest ich niewielu  w Polsce i nie stanowią widocznej grupy na żadnej imprezie), brak światowych gwiazd (do 2009 roku do Polski nikt z zagranicy nie przyjechał i jesteśmy jedynymi, do których zaglądają jakiekolwiek sławy)  i tym podobne historie stały się tematem obiegowych plot. Te łatwo wypowiadane zarzuty to słowa, którym trudno się przeciwstawić. Dobrze pamiętamy przecież jak złośliwe stwierdzenie w stylu „łatwa dziewczyna” potrafi popsuć reputację dziewczynie na kilka lat nawet jeśli jest zatwardziałą dziewicą. Czy jednak są to opinie powszechne czy kreowane w dość wąskim gronie? Nie wiem, skąd czerpie pani opinie zawarte w pytaniu, bo ja w kilkuset recenzjach i opisach wydarzenia (m.in lula, groszki, onet, gw, wp, interia) ich nie widzę. Ile źrodeł je rozpowszechnia? Jedno? Dwa? Jaki jest ułamek tych opinii na tle pozostałych i jakie to ma znaczeni dla ogólnej oceny ?

(Jednym ze źródeł do których odwołuję się w powyższym pytaniu jest artykuł Tobiasza Kujawy na blogu Fashion Magazine, który ujął mnie rzetelnością, było również kilka innych tekstów, których nie zalinkuję ze względu na ich, moim zdaniem, nierzetelność i szkodliwość.; przyp. J.O.B.)

W ciągu kilku dni od rozpoczęcia tegorocznej imprezy odnotowaliśmy ponad 750 znakomitych relacji w prasie i internecie, kilkanaście w TV, dziesiątki w radio, a przecież to dopiero początek lawiny, bo magazyny kolorowe opublikują swe relacje dopiero za jakieś 6-8 tygodni. W skali roku pojawi  się więc w samej Polsce ponad 3500 relacji i przekazów medialnych z Fashion Week a  także kilkaset na całym świecie. Tak wskazuje statystyka i monitoring Press Service-profesjonalnej Agencji monitoringu prasy. Żaden pokaz i żadna impreza nie ma takiej prasy  w Polsce. Wśród tych wspomnianych relacji  znajdzie się ok jednego-dwu  promili relacji nieprzychylnych (liczba nigdy nie przekroczyła 10 w roku)  i ponad 34 % pozytywnych lub wręcz entuzjastycznych obok ok 65% neutralnych. Ale nie o same statystyki tu chodzi. Trzeba przyjechać do Łodzi, aby zobaczyć entuzjazm uczestników i ponad 6 tyś gości, aby zachłysnąć się atmosferą tych dni, poczuć klimat i dotknąć mody. To nie przypadek, że mimo zaostrzenia systemu weryfikacjiHT0-201 akredytacji mamy coraz więcej chętnych dziennikarzy, rośnie nam lawinowo grono zagranicznych żurnalistów i bloggerów w tym tak znakomitych jak Diane Pernet czy Ivan Rodic (http://yvanrodic.com/posts/4733/lodz), a najbardziej cieszą przyjazdy coraz większej ilości zagranicznych dziennikarzy, którzy na własną rękę do nas docierają wraz za rosnącą legendą imprezy. W tym roku było ich ponad 60-ciu a liczba ta rośnie co edycję. Równocześnie mamy tysiące gości, którzy przybywają nie tylko dla samych pokazów mody, ale także dla rosnącego ShowroomuJK0-018 i Concept Store z ponad setką ekspozycji czy Festiwalu Filmów o Modzie (w tym roku wśród czterech festiwali gościliśmy m.in. La Jolla Fashion Film Festival z San Diego, San Francisco Fashion Film Festival). Skąd więc  te oczekiwanie na nasze potkniecie, upadek i śmierć? Obserwuję to zjawisko wielu dziedzinach życia.

Mieszkamy w kraju, w społeczeństwie z niepowtarzalnym  genem samounicestwienia – społeczeństwem niesamowitym w dobie wojny i zaboru, ale  fatalnym w dobie pokoju i tworzenia. Kochamy rewolucje, przewroty, stawanie po stronie słabszych czasami w bezsensownej batalii, potrafimy wygrywać pozornie przegrane wojny, ale  jesteśmy okrutni wobec samych siebie, zwycięzców wojen i rewolucji, słabi w kreowaniu wspólnego dobra, wykorzystywaniu swego historycznego momentu, zagryzamy się nawzajem i stąd nasza marna pozycja w większości dziedzin, w których startowaliśmy z pozycji lidera. To historyczne wytłumaczenie, jak będąc potęgą sięgającą Morza Czarnego zniknęliśmy pod czapką zaborców na 200 lat. Skąd takowa genoskaza? Nikt nie wie. Co to ma wspólnego z Fashion Week? Mamy w środowisku mody kilka osób, które niezależnie od tego, co zrobimy, produkują nam zawzięcie  czarny PR. W dzień czasami deklarując nam swoją przychylność i przyjaźń a co wieczór nakłuwając laleczkę 3 latka w swym rytuale „przychylności ” rozumianej inaczej. Ale należy do tego podejść spokojnie, bo jest to chyba „polska norma” życzliwości dla czegoś, co odnosi zbyt szybkie sukcesy.

Organizacyjnie osiągnęliśmy poziom, którego  pogratulowali nam bywalcy innych Fashion Week, stwierdzając, że zrobiliśmy solidny upgrade poprzednich edycji. Światowa agencja doradcza w branży mody (nie mogę jeszcze dziś podać nazwy, choć bardzo mnie kusi, aby to zrobić), która od początku tego roku z nami współpracuje, nie doszukała się żadnych słabych punktów w dziale produkcyjnym i organizacyjnym imprezy stwierdzając wręcz, że choćby nasz backstage pracuje sprawniej niż na Fashion Week w NY. To nie przechwałki. Ale nie stoimy w miejscu i nie upajamy się sukcesem. Po co nam consulting i światowy partner? Nasza współpraca z nim skupiać się będzie na kwestiach komunikacji i PR  oraz wzmacnianiu działań na arenie międzynarodowej, co wkrótce zaskutkuje większą obecnością światowych nazwisk na naszej imprezie i to zarówno na widowni jak i na wybiegu. Nieprzypadkowo zresztą współpracujemy od samego początku z najlepszymi realizatorami w kraju (jak choćby Kasia Sokołowska – reżyser większości pokazów w Polsce, z którą łączy nas 15 lat doświadczeń) czy na świecie (Waldek Szymkowiak – reżyser pokazów na Mercedes FW w Berlinie, NY czy Fashion Week Tokyo, czego nie wie większość projektantów z nim pracujących). Produkcyjnie nie mamy sobie nic do zarzucenia (choć zawsze jest jakaś lista poprawek, które sporządzam z każdego FW ) i mimo ze jesteśmy 3 latkiem, to dobrze wiemy, jak się robi Fashion Week na najwyższym poziomie. W perspektywie najbliższych lat brakuje nam tylko paru milionów by zrealizować wszystkie nasze pomysły. Wracając więc do naszego  niemalże uśmierconego bobasa chciałem zaznaczyć, że dość szybko nauczył się chodzić i mówić (czasami może za dużo i zbyt niezrozumiale dla otoczenia), dobrze radzi sobie  na placu zabaw nawet wśród starszych dzieci, potrafi nawet czasami przywalić łopatką w piaskownicy,  jeśli ktoś przesadzi.

Jak (w detalu) wygląda proces przygotowania imprezy? Łatwo sie domyśleć, że nie pracujecie wyłącznie te dwa razy do roku, kiedy akurat my widzimy was w pracy. Jak więc wygląda grafik ( miesiąc po miesiącu) prac nad przygotowaniem każdej z edycji FWP?

Praca nad FW trwa non stop przez cały rok. Piszę te słowa podczas majowego weekendu, kiedy cała Polska odpoczywa a ja za chwilę jadę na montaż 15 filmów do Fashion TV, które chcemy wgrać jak najszybciej, żeby relacje z FW były aktualne. Będziemy je oglądać każdego dnia przez najbliższy miesiąc Nasze biuro pracuje nawet w weekendy. W wakacje będziemy na Bread and Butter, Mercedes Benz Berlin Fashion Week, Igedo Signatures, Premium Berlin, Gallery, potem Who’s Next Paris, NY FW, Moda Lisboa, Moscow FashionWeek. Setki spotkań.

Zespół FW to już kilkadziesiąt osób. Pion produkcyjny to setka ludzi ale do tego mamy kilkadziesiąt obsługi zaplecza (backstage), ponad 140 wolontariuszy i dziesiątki ochroniarzy, techników, elektryków, strażaków itp. Podczas samej imprezy pracuje z nami i dla nas ponad 450 osób. Mamy do pomocy 3 biura architektoniczne, kilku dekoratorów z najwyższej półki, kierowników produkcji z kilkunastoletnim doświadczeniem w produkcjach międzynarodowych. Wykorzystujemy tysiące metrów wykładzin, kilometry tkanin, kilometry kratownic, przyłączy elektrycznych zasilanych na poziomie 1 GW (to mniej więcej tyle, ile zużywa małe miasteczko).

Praca trwa cały rok, bo FW to ciągłe zmiany, projekty, dziesiątki harmonogramów a także kontakty międzynarodowe, spotkania w różnych miejscach świata, to także  praca 5-osobowego działu  PR-u. Harmonogram produkcyjny zawiera setki pozycji. Niełatwo jest koordynować projekt, w którym mamy ponad 40 pokazów, kilka projekcji, festiwal filmów, kilka wystaw, ponad 10 after party .

Mamy listę ponad 3000 gości zaproszonych, ponad 1200 akredytacji prasowych oraz ok 6000 osób chętnych do odwiedzenia imprezy, które także w drodze akredytacji musimy zweryfikować. Dodajmy dziesiątki gości zagranicznych, a niektórzy z nich mają indywidualną agendę pobytu (Kenzo Takada na przykład miał życzenie odwiedzenia domu Chopina w dworku w Żelazowej  Woli oraz wysłuchania recitalu w wykonaniu dobrego pianisty). W tej mega produkcji zdarzają się czasami błędy (choć w ostatniej edycji podobno ich brak). Przed nami Euro 2012. Sama Pani zobaczy, ile media wyciągną potknięć i pomyłek a mimo to impreza i tak przejdzie do historii. Ja na każdym innym pokazie w Polsce i w innych krajach także widzę zawsze wiele rażących błędów organizacyjnych nawet w poukładanym jak cały niemiecki „ordnung” Berlinie. W poprzednim roku  punktowano nas za 30-minutowe spóźnienia pokazów. Dwugodzinnego spóźnienia pokazu w Warszawie nie krytykuje nikt, nawet ten, kto  stał 30 minut na mrozie z zaproszeniem  w ręku. W Mediolanie, Paryżu nikt na to także nie zwraca uwagi. Nie wchodźmy jednak w detale, bo nie miejsce na to. Nie jestem w stanie opisać procesu przygotowania imprezy. To 100 stronicowa instrukcja obsługi Boeinga, nie sposób pisać o wszystkich szczegółach. To latami wypracowana kuchnia, zebrana z  doświadczeń przy produkcji ponad 700 pokazów w tym ponad 20 produkcji zagranicznych  (Lyon, Londyn, Kaliningrad, Cambridge, Madryt, Berlin, Birmingham, Moskwa, Tiume, Wiedeń, Jekaterynburg, Kopenhaga, Klagenfurt, Edynburgh i paru innych) Kto by to czytał oprócz konkurencji?

Jako, że nie dane mi było uczestniczyć osobiście w wydarzeniu (a całą niedzielę nie udało mi się uzyskać połączenia z żadną z platform nadających pokazy “na żywo”), z wypiekami na twarzy czytam obecnie wysyp artykułów i notatek  na temat minionej edycji FWP. Próbuję dowiedzieć się więcej o tym, czego nie sposób wyłapać z ekranu monitora, potwierdzić (lub obalić) własne przypuszczenia na temat gatunków użytych tkanin, metod wykończenia, skonfrontować własne teorie na temat miejsca danej kolekcji na rynku – z cudzymi. Marnie mi idzie. Wygląda na to, że ( z nielicznymi wyjątkami) opiniotwórcze media internetowe zdecydowały, że reanimacja tak schorowanego organizmu jakim jest FWP będzie zbyt kosztowna, najlepiej go więc uśpić i pochować. Najłatwiej natomiast, zdaje się, dokonać tego w sposób niemerytoryczny, z dużą ilością sarkazmu ocierającego się czasami o podłość. Opinie na temat poszczególnych pokazów są zaskakująco rozbieżne, zupełnie jakby poszczególni komentatorzy pisali o całkiem innych kolekcjach doklejając im jedynie jednobrzmiące nazwiska twórców. Informacji dla potencjalnych kupców (a przecież gdzieś są kupcy, gdzieś te ubrania są potem sprzedawane), którzy właśnie na fachową ocenę dziennikarzy liczą – też na lekarstwo. Wymagania dziennikarzy wobec raczkujących na rynku marek są tak niewyobrażalne, że trudno będzie im sprostać większości z nich. Niewyobrażalne i często zupełnie irracjonalne, jak choćby oczekiwanie pewnego poziomu rozrywki (igrzysk?) od pokazu kolekcji ubrań. Co sądzi pan o tak uprawianym komentatorstwie modowym? Ile znalazł pan dotąd wartościowych relacji z 6tej Att spela roulette i mobilen vaxer snabbt i popularitet och lar snart vara vanligare an spel vid en dator. edycji FWP? Jak przyczynią się one do rozwoju, skądinąd nadzwyczaj prężnie startującego (tak to wygląda z daleka), rynku polskiej mody?

Na początku odpowiedzi powinienem zadać  pytanie, dlaczego rozmawiamy o Fashion Week na podstawie opinii plotkarskich (często opinii osób, których na nim nie było). To jak recenzja sztuki na Broadwayu na podstawie opinii zasłyszanych w polskiej dzielnicy w Chicago. Na tak złożone pytanie odpowiem jednak merytorycznie i w punktach.

Media. Jak wspomniałem mamy monitoring mediów i co pół roku jego analizę. Mamy nadzwyczaj duża przewagę recenzji o tzw. pozytywnym wydźwięku, w stosunku do niemal niezauważalnej ilości negatywnych. Na początku proponuję oddzielić opinie krytyczne o kolekcjach ( bo to nie odnosi się bezpośrednio do nas i organizacji Fashion Week ) od opinii o samym Fashion Week. Jeżeli ktoś pisze, że na NY FW są ciekawsze kolekcje niż w Łodzi, zapomina o kolosalnej różnicy dzielącej te miejsca. To jakby porównywać gospodarkę Polski do USA albo dziennikarstwo półwyspu iberyjskiego do krajów wschodniej Europy (sama Hiszpania ma kilkuset zawodowych dziennikarzy modowych, którzy potrafią nie tylko emocjonalnie ale i analitycznie pisać o modzie, znają jej historię i znają większość kolekcji światowych projektantów na 10 lat wstecz, umiejąc dokonywać porównań i szukać odniesień, jakby wyciągali ubrania z szafy pełnej półek w swej głowie. Najlepszą recenzję, niekoniecznie euforystyczną wobec naszych designerów, dostałem po 3-ciej edycji od hiszpańskiego dziennikarza Norberto Lopeza. To było ponad 50 stron tekstu i zdjęć niektórych sylwetek, konfrontowanych z sylwetkami z kolekcji światowych designerów. Profesjonalna i chirurgiczna analiza każdego pokazu, każdej sylwetki). Co do samych dziennikarzy — nie mnie ich oceniać i nie dziwi mnie też różnorodność ich ocen. Uważam, że moda to taki wielobarwny paw, który oczarowuje swoimi różnokolorowymi piórami zgoła rożne poziomy doznań. To chyba powód takiej dużej rozbieżności opinii. Tylko czy to nie jest właśnie urodą świata mody, że jest tak różnie odbierana przez pozornie podobnie wrażliwe osoby? Do tego dodajmy redakcyjne „racje stanu” (polecam zapomniany nieco, znakomity film Roberta Altmanna „Pret a porter”, który chyba dość jasno odpowiada na pani pytanie). Nas cieszy rosnące zaangażowanie w relacjach z pokazów, skupione coraz bardziej na samych kolekcjach. Cieszy mnie fakt, że po polskim Fashion Week pojawiają się analizy trendowe i porównania sylwetek kolekcji, w oparciu o materiał z naszego wybiegu (ELLE, VIVA MODA, K MAG) a nie same zdjęcia celebrytów.  Z przyjemnością zauważam i coraz częściej widzę oceny trendów w kontekście polskich marek, czego nie pamiętam z dawnych lat. Mamy coraz więcej dobrych dziennikarzy modowych, rośnie ich liczba wśród niezależnych bloggerów i dziennikarzy portali modowych ( a także liczba projektantów którzy mają coś do powiedzenia). Coraz więcej z nich tworzy relacje bezpośrednio podczas pokazu (do niedawna to była domena tylko dziennikarzy zagranicznych). Chyba doganiamy świat i w tej dziedzinie.

Niezwykle silne stają się media internetowe, których znaczenie rośnie w całym świecie tak samo jak znaczenie narzędzi social media we współczesnym marketingu. Wymądrzam się, bo zawodowo poza Fashion Week Moda Forte Grupa Kreatwna zajmuję się obecnie kilkudziesięcioma kampaniami społecznościowymi różnych marek a nasz profil na FB jest świetnym przykładem rozwoju siły internetu. Mamy rekorodowy streaming na Facebooku, setki tysięcy wejść na stronę, dziesiątki tysięcy ludzi oglądało pokazy w internecie, w ciągu roku potroiliśmy liczbę fanów FB, podczas jesiennej edycji pobiliśmy inne europejskie FW w aktywności social media.

Zachęcam wszystkich do oglądania i opiniowania FW będąc u nas  na miejscu. Model zastępczy oglądania nas przez ekran monitora chyba średnio się sprawdza. Pozbawia to wielu emocji i momentów ekspresji, które towarzyszą imprezie poza tym czasami transmisja live stream zawodzi. (Przykro mi, że nie miała pani łącza w niedzielę, ale tego dnia serwery przetwarzały tysiące  transmisji – mieliśmy kilkadziesiąt tysięcy pobrań z całego świata. Niektóre serwisy mogły mieć kłopoty.)

Punkt kolejny: Rynek polskiej mody. Tegoroczna edycja okazała się przełomowa. Mimo wyraźnego zlekceważenia imprezy przez kilku projektantów, pojawili się inni i mam wrażenie, że zapełnili lukę, albowiem niewielu dziennikarzy wspomina nieobecnych, bardziej koncentrując się na nowych odkryciach. Mieliśmy świetne debiuty, rekordową liczbę gości, po raz pierwszy pojawiły się na terenie FW stoiska multibrandów (S Ivory, Markafoni), mieliśmy kilku kupców z Niemiec, Anglii  i Austrii, mieliśmy też pokaźną grupę klientek consierge dużych banków w Polsce. Piszę to w odpowiedzi na zarzut braku kupców. Powiedzmy szczerze. W Polsce rynek kupiecki odzieży unikatowej i designerskiej dopiero się buduje. Ile mamy galerii sprzedających polskich projektantów? Można je policzyć na palcach jednej ręki, w Dusseldorfie na głównej ulicy jest ich więcej niż w całej Polsce. Ci sami krytykujący nas, którym rzekomo brak kupców w Łodzi, mylą profesjonalnego buyera z klientką z wypchanym portfelem, która chce kupić córce sukienkę ślubną. Nie o to w tym biznesie chodzi! Chcemy tworzyć platformę sprzedaży z obrotem kilkunastu milionów złotych a nie być imprezą tylko detalicznej sprzedaży. Mamy jako Moda Forte (producent polskiej edycji FW) zdecydowanie inne poglądy na kwestie biznesu mody. W latach 90tych pracowaliśmy dla większości polskich firm odzieżowych produkujących setki tysięcy odzieży rocznie o wolumenie sprzedaży kilku miliardów złotych w skali roku i dlatego wiemy, kiedy biznes modowy staje się biznesem a nie manufakturową produkcją popartą sponsorem łapanym od pokazu do pokazu. Doświadczenie w zdobywaniu polskiego rynku pozyskiwaliśmy obok raczkujących wówczas, a w przyszłości topowych polskich firm. Najwięcej jednak uczyliśmy się od takich firm jak Jean Claire czy Gerry Weber, które miały przygotowane strategie na lata.  Ktoś powie – sieciowe marki- tak, ale metody zdobywania rynku są podobne w przypadku każdego produktu. Niestety naszych projektantów nikt biznesu nie uczył a niewielu ma taki doskonały instynkt jak Maciej Zień czy konsekwentna Ewa Minge (to marka, która najszybciej zrobi międzynarodową karierę niezależnie od tego, czy nam się podoba jej estetyka czy nie).

Fashion Week powoli zaczyna spełniać i tę misję. Pomagamy kojarzyć projektantów z biznesem w różnych formach – o tym mogę napisać osobny elaborat. Raz jest to angaż projektanta w dużej firmie (iluż to znalazło już dzięki nam pracę) a innym razem jest to inwestor zainteresowany modą (obecny inwestor marki Minge był na 2-gim FW jako sponsor światowej marki alkoholu, przypadek?). Celem Fashion Week jest świadomy projektant-marka, który produkuje i sprzedaje, ma pracownię, dostawców, podwykonawców, rozbudowuje sieć sprzedaży, ma zawodowych agentów od PRu i handlowców a nie jest zabawką w ręku agenta, który wynajmuje projektanta na otwarcie centrum handlowego albo do show w TV.  Mogę mieć pretensje tylko o to, że media tego nie widzą. Nie dostrzegają, jak dalece odbiegamy od światowego modelu biznesu w modzie. Swoją krótkowzrocznością poniekąd mordują polski rynek modowy gloryfkując wręcz tę patologię. Roberto Cavalli czy duet D&G zarabiają na sprzedaży, nie dostają pieniędzy od sponsorów pokazując laptopy na wybiegu albo pralki w tle. Najwięksi z Chanel i Dior na czele pokazują się na światowych Fashion Week aby budować siłę marki, dlatego później  kupujemy ich perfumy, dodatki, ciuchy. Ze sprzedaży pojedynczych kreacji nawet po 60 tyś Euro nikt dziś nie utrzyma domu mody, w co każe się wierzyć adeptom szkół wyższych w Polsce. Co kwartał  biorę udział w posiedzeniach Zarządu ZPPM Lewiatan, wśród których zasiadają najwięksi w Polsce producenci odzieży…i proszę nie pytać o ich opinie o szkolnictwie wyższym i o tym, z jaką wiedzą marketingową opuszczają mury uczelni nasi projektanci. Zapraszam w przyszłości na takie posiedzenie. Duża lekcja wiedzy o polskim rynku odzieży widziana oczyma największych producentów. Wracając do tematu:

Żyjemy w świecie globalnej komercjalizacji. Sprzedaje się nam coraz częściej topową markę wtłaczając ją w postaci coraz bardziej dostępnego produktu np. linii casual (Just Cavalli, Armani Jeans) bo to tworzy biznes i finansową siłę firm. Haute couture służy dziś tylko do pompowania wartości brandu a nie jak dawniej do tworzenia relacji finansowych  z bogatą żoną szejka siedzącą na widowni. Dziś domy mody to kombajny finansowe zarządzane jak każda profesjonalna firma. Zadam więc pytanie: który polski projektant (a jego agent zwłaszcza) ma  opracowaną analizę i strategię działania? Kto się pokusił o podstawowe case study? Mam obawy, że większość z nich nie słyszała o analizie SWOT czy metodzie pięciu sił Portera. Kto z nich wie o dyferencjacji, targetowaniu, etapach segmentacji czy cyklu życia produktu? Intuicja to dziś za mało, aby prowadzić biznes.

I wreszcie – Wartość dodana. Cieszy nas wzrost liczby przybyszów  ze świata (kilkadziesiąt osób w tym roku, w tym także przedstawiciele czołowych imprez zagranicznych: Mercedes Benz Fashion Week Berlin, MBFW New York, London Fashion Week, Moda Lisboa, Moscow Fashion Week, Igedo Signatures Dusseldorf, Lviv Fashion Week, Białoruski FW, MQ Vienna FW). Cieszy, że Press Room pękał w szwach, bo relacje z pokazów w ciągu 15 minut lądowały na blogach i serwisach. Widziała pani to kiedyś na innych pokazach? Szturm na Press Room zastępuje tam szturm na bary, a po pokazach najczęściej dowiadujemy się z relacji medialnych, kto na nich był i co na siebie założył. Kiedyś chciałem zobaczyć relację z pokazu, na który nie dojechałem. Po tygodniu zobaczyłem pierwsze zdjęcie z wybiegu, ale za to od  pierwszego dnia wiedziałem dokładnie kto z kim przyszedł i dlaczego nie weszła na pokaz  pewna  celebrytka . Czy tylko o to chodzi? Nie neguję takiej promocji tak samo jak nie neguję innych form pokazów, czy to na sopockim molo, na ulicy czy w domu kultury. Każda z tych imprez to cegiełka w budowaniu polskiego oblicza mody. Dostrzegam w nich inne korzyści, ale tutaj udowadniam, że dzięki Fashion Week tworzymy wartość dodaną.

Nie tak dawno, bo zaledwie w lutym, za sprawą artykułu na blogu Michała Zaczyńskiego rozpętała się mała burza wokół FWP, która przetoczyła się przez większość mniejszych i większych mediów internetowych zajmujących się w jakikolwiek sposób modą. Reperkusje słychać do dziś w tekstach na bardzo poczytnych portalach, czasami nawet tekstach wychodzących spod palców rzeczywistych autorytetów w dziedzinie mody. Pisało się sporo o “wielkich nieobecnych”, poruszało się kwestie finansowe (sugerując nadużycia), narzekało się na polskie szkolnictwo branżowe i brak kupców na trybunach pokazów Tygodnia Mody Polskiej. Wielokrotnie włączał się pan do dyskusji w komentarzach. Dyskusje często przeradzały się w pyskówki, najgłośniej szczekali anonimowi “rzeczoznawcy”. Niektórym nie pozostawał pan dłużny (choć trzeba przyznać, że kultura pańskich wypowiedzi pozostawała zadowalającą, w przeciwieństwie do kultury wypowiedzi niektórych pańskich, anonimowych, oponentów). Czy uczestnictwo w tego typu publicznych przepychankach nie zaszkodzi pańskiej inicjatywie w szerszej perspektywie? Czy doczekał się pan jakichś pozytywnych rezultatów tego uczestnictwa?  Czy rzeczywiście wyjaśniło ono wątpliwe aspekty finansowania imprezy, powody zniknięcia niektórych wartościowych projektantów z wybiegu FWP? Wielu zainteresowanym wydaje się, że nie.

Rozmowa to moje ulubione zajęcie. Jestem zodiakalnym Bykiem a w chińskim horoskopie Smokiem (Azjaci w rozmowie ze mną, kiedy się o tym dowiadują, prostują się w swoich fotelach). Na dodatek rodzice posłali mnie do szkoły w wieku 6 lat i zawsze byłem najmłodszy w klasie. Język był moim orężem, bo przez wiele lat na pięści nie miałem szans. Nie zawsze jestem z tego dumny, ale w przeciwieństwie do mojej wspólniczki — w dyskusji nie schodzę z drogi. To tłumaczy moje małe utarczki  w sieci. Mimo że domyślam się, iż moje argumenty nie trafią do „życzliwych inaczej”, bo ci „wiedzą lepiej”, o tyle odbieram wiele przychylnych komentarzy od innych ludzi, zmęczonych stanem obecnym rynku mody.

A teraz o nadużyciach. Zapewne ma pani na myśli nasz brak odpowiedzialności,  jakim było finansowanie projektu bez pewnego zaplecza finansowego, bo wkład Miasta Łódź od początku pokrywał tylko część kosztów (dzisiaj to ok 35%). Biorąc na serio reguły rachunkowości zarządczej – to nie był dobry pomysł, nazwałbym to nawet hazardem. Ale postawiliśmy wysoko poprzeczkę realizacyjną imprezy nie patrząc na budżet, który nam się nie dopinał. Celem był poziom imprezy a nie szybki zysk. Dlatego rozśmieszyło mnie pytanie, czy od trzylatka można wymagać. Odpowiem, że można, w realiach polskich. Wracając do finansów, dziś mogę z satysfakcją powiedzieć, że mamy wieloletnie umowy gwarantujące finansowanie imprezy, lista  sponsorów się wydłuża. To światowe marki, część z nich przechodzi w tym roku do nas z gorzej zarządzanych projektów modowych a stojący za plecami partner rangi światowej zabezpiecza nam nie tylko kwestie budżetowe, ale także tworzy platformę z największymi imprezami tego typu na świecie. Nadal wspiera nas Miasto Łódź.

O kupcach wypowiedziałem się wcześniej. Teraz słów kilka na  temat szkolnictwa zawodowego, które jest w opłakanym stanie, a które jest bazą i zapleczem dla przyszłych kreatorów czy firm. Niestety, zamyka się w Polsce kolejne szkoły zawodowe w branży odzieżowej, bo najbardziej popularnym kierunkiem okazuje się gastronomia, hotelarstwo i fryzjerstwo. Jak mamy funkcjonować w kraju, w którym  co drugi młody człowiek chce być fryzjerem? Widzi Pani rynek usług za 10 lat? Fryzjer naprawi Pani pralkę? Położy ceramikę w łazience? Posadzi rośliny w ogrodzie? Dlaczego tak się dzieje? Bo idolem młodzieży dziś jest stylista fryzur Robert Kupisz (charyzmatyczna osoba o wielu  talentach, człowiek renesansu). Potrzebujemy więcej  takich idoli, za którymi pójdzie młodzież. W styczniu i lutym poświęciłem większość weekendów na wykłady w ramach programu wspierania szkolnictwa odzieżowego  FOSO dla Ministerstwa Edukacji. Moją rolą było motywowanie 144 nauczycielek szkolnictwa zawodowego, które mają teraz zadanie motywować młodych ludzi, bez których w przyszłości ani fabryka Vistula ani atelier Macieja Zienia czy Agaty Wojtkiewicz nie da sobie rady. Dziesiątki dzieciaków z tych szkół zaprosiliśmy na teren Fashion Week i na wycieczkę z przewodnikiem po zapleczu. Wielu z nich zapamięta ten dzień na całe życie a część zamarzy o byciu tu kiedyś w roli asystenta obok swego projektanta. Nadzieja i marzenia są podstawą każdego sukcesu i pozwalają wychodzić z największych depresji a motywowanie młodych ludzi stanowi klucz przyszłego sukcesu branży mody. Komunikowanie tych spraw i problemów to nasza misja całoroczna. To kolejne spotkania, konferencje, wykłady na uczelniach. Wiem, że kiedyś przyniesie to efekty a paru geniuszy i tak uzna, że wszystko „zrobiło się samo”.

Jednym z zarzutów stawianych polskiemu Tygodniowi Mody jest jego hiper-medialność (tłumy przebierańców, dziesiątki kamer i aparatów skierowanych niekoniecznie na wybieg) i niewystarczające skupienie na branżowym aspekcie. Na ile wpływ na taki stan rzeczy mają organizatorzy imprezy? W jakim stopniu, sądzi pan, jest to sytuacja samokreująca się na podstawie znacznie większego popytu na informacje o celebrytach (lub pretendentach) niż relacje z wybiegów?

 Nie. Tego nie kupię. Przez cały ten wywiad odpieram listę  zarzutów a do tego pytania nie umiem już spokojnie  się zdystansować. Po tym pytaniu mam ochotę na ctrl A delete całego wywiadu.

Cierpliwie jednak zapytam: to chyba komentarz nie do nas, ale do innych eventów modowych? Tych, gdzie co drugi pokaz opóźnia się nawet 2 godziny bo paparazzi zajęci są robieniem tysięcy zdjęć aktorom seriali TV. Czasami mam wrażenie, że sam pokaz jest w tym momencie zbyteczny.

Od pierwszej edycji postawiliśmy na coś zupełnie  innego. Dziesiątki kamer i aparatów skierowane są u nas na wybieg. Atutem FW podkreślanym od początku przez redaktorów czołowych magazynów  jest właśnie minimalna ilość celebrytów kosztem obecności dziennikarzy modowych i przedstawicieli branży. To opinia Mikołaja Komara, Roberta Serka, Marty Kalinowskiej, Hanny Gajos, Barbary Mietkowskiej i wielu, wielu innych, którzy wręcz sugerują, żebyśmy tego nigdy nie zmieniali, choć wiem, że będzie to trudne. Pojawienie się celebrytów rangi światowej (a tak będzie niebawem) pociągnie za sobą sznurek gwiazd lokalnych. Tak się dzieje w Paryżu, NY …wszędzie. Ale póki co trzymamy to w sensownej normie.

W pierwszych rzędach FW siedzą dzisiaj: prasa międzynarodowa, dzienniakarze czołowych tytułów w Polsce, najlepsi bloggerzy oraz Rada Programowa, szefowie firm – sponsorów. Te ponad 140 miejsc jest imiennie znakowanych. Celebryci są tam także, ale w proporcji stosownej do wydarzenia. Absolutnie się nie zgodzę z opinią, że hiper medialność (to akurat prawda, żadne wydarzenie nie ma tylu relacji ) tworzymy poprzez gwiazdki spoza branży. Hipermedialność Fashion Week w Łodzi  powstaje w wyniku wyjątkowości wydarzenia i koncentracji wielu zjawisk i aktywności modowych (pokazy to tylko ich część) – w jednym miejscu, o jednym czasie i w jednej przestrzeni. To niemal definicja Fashion Week. Co do tzw. przebierańców (słowo raczej ludowo brzmiące i kojarzące mi się z jasełkami na wsi, które nie bardzo pasuje do świata mody) to mam zgoła inne zdanie. Nie znajdzie ich Pani w innym miejscu i to jest koloryt tej imprezy. Podobnie jak w Paryżu czy Lizbonie tacy ludzie zwani modowymi freakami, było nie było, bardziej pasują do imprezy niż yuppies w garniturach Bossa próbujący ogrzać się w otoczeniu modelek.

Ponieważ absolutnie nie wierzę w plotki o rzekomej śmierci Fashion Week Poland i życzę mu sukcesów w dążeniu do pełnej dojrzałości, zapytam jeszcze: jak z planami wychowawczymi? W czym trzyipółlatek 7mej edycji będzie lepszy od trzylatka 6tej?

To pytanie odwołuje decyzje o  ctrl A delete. Oczywiście nikt rozsądny w to nie wierzy. Kolejna edycja zapowiada się spektakularnie jak na siódemkę numerologiczną przystało.

Mamy zapowiedzi znakomitych kolekcji z importu: Dawida Tomaszewskiego z Berlin Fashion Week, ponownie coś z topu portugalskiego dzięki współpracy z Moda Lisboa, zapowiedź ponownego przyjazdu Mariosa Schwaba z London Fashion Week i .. sensacyjną niespodziankę dzięki rozpoczętej współpracy z NY FW. Chcielibyśmy pokazać kogoś z Moscow Fashion Week (Akhmatuilna znana na rynku paryskim, Zajcew lub Yudashkin), z którym przyjaźnimy się od 2006 roku i budujemy relacje z misją rozwoju swego rodzaju Eastern Gate. Co do polskiego designu to robi się gorąco i tłoczno: z tych powodów rozciągamy Designer Avenue do czterech dni, albowiem przybywa nam kilka spektakularnych kolekcji. Skorygujemy w związku z tym sam model kwalifikacji do FW, który na pewno ulegnie zmianie i o tym będzie debatować pewnie najbliższa narada Rady Programowej. Musimy znaleźć formułę kompatybilną z polskim rynkiem, bo do tej pory nie zbudowaliśmy wzorca idealnego. Próba zapożyczenia z rynku francuskiego sprawdza się połowicznie (zasady wypracowane przez francuski  haute cuture – co nie ukrywam było naszą insipracją: minimum 35 sylwetek, sezonowość, selekcja poprzez radę programową). Oczywiście każdy kraj ma swój własny system, my chyba jeszcze nad tym pracujemy, ale ponieważ mieszkamy w Polsce to z góry wiem, że każdemu nie dogodzimy. Rynek polski jest specyficzny a Rada Programowa to nie Francuska Izba Mody ani Paryski Syndykat Mody, który współfinansuje te działania we Francji.

Inny model? Powiedzmy sobie prawdę w oczy. Dziś na świecie dominuje model finansowy – żeby wystąpić na jakimkolwiek Fashion Week trzeba mieć po prostu kasę, której nawet w części nie mają polscy projektanci. Jesteśmy jedynym FW, który rozdaje zamiast brać. Trudno budować budżet na samych sponsorach, wobec ciągle rosnących oczekiwań (wobec modelek, kupców, zaplecza,obsługi itp.).

DLACZEGO ŻADEN Z DZIENNIKARZY TAK CHĘTNIE SZUKAJĄCYH SENSACJI i POTKNIĘĆ NIE ZADAŁ SOBIE TRUDU SPRAWDZENIA, JAK JEST NA INNYCH FW CHOĆBY W ZAKRESIE KOSZTÓW UCZESTNICTWA I WYNIKAJĄCYCH Z TEGO OBOWIĄZKÓW ORGANIZATORA WOBEC PROJEKTANTA /MARKI ?

Absurdem jest rozliczanie nas z braku światowych modelek bo za światowe modelki każdy płaci sobie sam. To samo z reżyserem, agentem PR i odpowiedzialnością za właściwie dobraną widownię. 20 lat po zakończeniu komunizmu nadal mamy w narodzie przekonanie, że  wszystko nam się należy za darmo? Musimy te i podobne fanaberie cierpliwie znosić i robić swoje. Pokornie tłumaczę sobie co rano że jesteśmy na początku długiej drogi i nie mogę mieć pretensji do twórców (niezwykle szanuję polskich projektantów za nieprzeciętny talent), że ktoś im zrobił krzywdę w latach ubiegłych tworząc mit o nieistniejącym świecie a do dziś niektórzy ten mit podtrzymują.

A na  koniec sprawa najważniejsza. Stworzyliśmy sieć rozlicznych kontaktów zagranicznych pozwalających promować  i rekomendować  polskich projektantów na zagraniczne wybiegi. Od 2009 roku polscy projektanci wyjeżdżają reprezentując polski design. W tym roku to będzie kilkanaście pokazów w całej Europie oraz kilka imprez targowych z Igedo Signatures na czele. Tego nam już nikt nie zabierze. Życzymy sobie tylko, aby każdy projektant był profesjonalnie przygotowany do rozmów z potencjalnym kupcem, bo na razie to rzadkość. O najlepszych kupców trzeba samemu zabiegać tworząc jak najciekawszą ofertę a nie czekać, że ktoś sam się do projektanta zgłosi. Tego można nie doczekać się nigdy.

Zaczęliśmy komediowo. Zakończmy kryminalnie.

Mieliśmy próbę uśmiercenia, więc mamy ofiarę. To już zdiagnozowaliśmy. Skoro jest ofiara, to musi być sprawca. Mamy krąg podejrzanych, a także grupę podżegaczy do zbrodni.Office 2013 プロダクトキー
Ci akurat się z tym nie kryją, zasłonięci monitorami komputerów. Mamy też świadków koronnych, którzy chcą iść na współpracę, bo wolą rozsądek niż fałszywą solidarność prowadzącą do samozagłady. Mamy też ławę przysięgłych, w której siedzi m.in ponad  23500 fanów na FB, setki przyjaznych dziennikarzy, kilkudziesięciu sponsorów i tysiące fanów mody, co sezon odwiedzających Łódź. Pozostaje tylko motyw zbrodni. To chyba najtrudniejsze zadanie. Ja znam powody i jest ich kilka, część nawet znajduje się między wierszami tego wywiadu. Nie chcę jednak opiniować i wydawać wyroków. To zadanie dla pani i kolegów z mediów. Dla zorientowanych w branży to nie będzie trudne zadanie. Rozwiązanie pozostawiam wam, dziennikarzom śledczym. Pamiętajcie tylko, że jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o …

Howgh.

 

adres domowy gościa: http://www.fashionweek.pl/pl/news.html

adres domowy gospodyni: http://laexpress.pl/

 

ogłoszenia:

Wszelkie pogrubienia tekstu w wypowiedziach gościa wywiadu pochodzą z tekstu oryginalnego i zostały zaproponowane przez Jacka Kłaka. Z szacunku dla podjętego wysiłku gradacji ważności poszczególnych partii tekstu pozwalamy sobie zamieścić wywiad w jego oryginalnym formacie.

Ogłoszenie specjalne gospodyni wywiadu: interpunkcja moich wypowiedzi jest subiektywna, oparta na przekonaniu, że język (jako zjawisko) to materiał eksperymentalny, udostępniający znacznie więcej swobody niż gimnazjalna lekcja języka polskiego. Wybory interpunkcyjne są więc świadome i nie wymagają interwencji samozwańczych korektorów. Dziękuję.

7 komentarzy

  • Lowee napisał(a):

    bardzo dobry wywiad! oby chociaż kilka osób wyciągnęło właściwe wnioski:)

  • patapuf napisał(a):

    do bólu prawdziwa, przygnębiająco przenikliwa synteza pl mody, ale z wydźwiękiem optymistycznym. Generalnie bardzo mądry facet, gdzie się rodzą tacy wizjonerzy w Pl?? i chapeau bas Panie Jacku za wizję i realizację!

  • modologia napisał(a):

    Za każdym razem tak samo rozbija mnie opinia, że ktoś oczekuje czegoś „za darmo” – to raz. Dwa – lubię Pani wywiady 🙂 Trzy – pan Kłak miał raczej na myśli analizę „SWOT”, a nie „SWAT” (ale przyznaję, przedmiot z zarządzania organizacją miałam tak dawno temu, że „O” mogło przejść w „A”, a ja nie wiem, co to znaczy, ale chętnie się dowiem). Cztery – całość zachęciła mnie do konkretnego rozważenia wizyty na kolejnym FW. I pięć: w czwartek (10.05.) pan Kłak będzie gościem konferencji „Media Moda Wizerunek” we Wrocławiu – może to kogoś zainteresuje?

  • V.A.T. napisał(a):

    Czulem sie jak podczas czytania „Potopu”, „Ogniem i Mieczem” i „Wolodyjowskiego”, a Pan Klak obawiam sie, zostanie niebawem mianowany wspolczenym Sienkiewiczem. Nie rozumiem proby robienia tajemnicy, z firmy organizujacej FW na calym swiecie, przeciez kazda osoba majaca o tym jakolwiek pojecie wie,ze chodzi tu o IMG. Panstwu zycze dalszych sukcesow i cieprpliwosci do Bobasa, a nam- pojawienia sie,czasem zaginionych a akcji , zapowiadanych gosci.

  • Warszawiak napisał(a):

    Pan Jacek powiedział. Gratuluję wydaje się to być całkiem zgrabną i rzeczową wypowiedzią. Moda stoi a Łódź ją rusza NIE PRZESZKADZAJMY Warszawo!

  • Ulther napisał(a):

    Eh. problemem jest chyba nielubiana Lodz i wstret gwiazd i gwiazdeczek do pokazywania sie w miescie, ktore od zawsze jest Polsce i Polakom zohydzane. Powodzenia panie Jacku! A Mistu Lodz zalecam wieksze wsparcie dla tak wartosciowej imprezy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *