O skinie w Berlinie

Koniec września 2005 roku. Na smsa z pytaniem „Co u was?” ówczesna współlokatorka obecnego Maldorora odpowiedziała mi tonem dość rozpaczliwym: „To, co zwykle. G. rzuca we mnie brudnymi skarpetkami i puszcza pornola na którym dwóch facetów posuwa arbuza. No i cię pozdrawia”. Niecałe dziesięć sekund później nadszedł sms od rzeczonego G.: „To nie pornole. To kino eksperymentalne”.

Jeśli chodzi o porno, Maldoror zawsze, jakby to delikatnie ująć, potrafił docenić inwencję twórcy. Uważa, że jest to taka sama część kultury popularnej, jak każda inna twórczość wizualna, i potrafi użyć zadziwiającej, zważywszy na kontekst, liczby pięciosylabowych słów, gdy zaczyna o tym mówić. A niemieckie porno z kategorii gayskin, to jak wiadomo, osobna jakość, pretendująca do rangi zjawiska antropologicznego wyjątkowego w skali światowej. Nawet ja jestem w stanie docenić jego urok (nie ominęło mnie ani to, ani arbuz), i wierzę, że nawet porno ma kulturowy kontekst. Na jednym z serwisów z darmową pornografią (nie pamiętam, czy był to redtube, xtube, czy inny porntube i nie mam dość samozaparcia, by sprawdzać to na potrzeby niniejszego tekstu), jest wydzielone w osobną kategorię: homoseksualne filmiki, zdaniem administratorów dzielą się na: analne, oralne, sadomasochistyczne i niemieckie. Przemnóżmy to przez antropologiczno-krajoznawczą wycieczkę do Berlina (a konkretniej do klubu Berghain, światowej stolicy techno), którą projektant odbył w ostatnim czasie, i mamy efekt.

Osobiście, nie byłam więc zdziwiona, kiedy Grzegorz zaczął mówić o środowisku gayskin, dla którego faszyzująca stylistyka jest bardziej związana z fetyszem seksualnym niż ideologią polityczną, jako głównej inspiracji kolekcji. Na to zanosiło się od dłuższego czasu. Pół roku temu w ostatniej (dosłownie) chwili zrezygnował z zamieszczenia informacji o berlińskich skinach w notatce prasowej o kolekcji inspirowanej Matką Boską Częstochowską. Pierwsze symptomy – ortalion i formy blisko spokrewnione z dresem z lat 90, były juz wówczas widoczne, ale publiczność chyba zbyt przyzwyczaiła się do Maldorora jako fana androgynicznych mężczyzn odzianych w spódnice (spódnicę dla mężczyzn Maldoror zaproponował jako jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy z polskich projektantów), by zwrócić na to szczególną uwagę. Stąd, nawet Jean-Luc Dupont, francuski blogger, twierdził, że w kolekcji „the spirit of 69” jest „mało Maldorora”. Jean-Luc Dupont nie miał racji. Ta kolekcja to sto procent Maldorora, wraz z dystansem do siebie (tak, Maldoror ma wielki dystans do siebie i swoich projektów, co udowodnił wielokrotnie w obecności świadków wycierając nimi podłogę) i nutą poczucia humoru (serio, łysi modele we flekach? Na pokazie faceta, który rok temu ubrał modela w obcisły kombinezon z czerwonych cekinów?).

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *