Rozbiorę się i nie pójdę do piekła / I will undress and I will not go to hell

Fotografuje. Trochę pisze, ale od słów woli obraz. Nieustannie utrwala wszystko, co widzi – jeśli nie na zdjęciu, to na kliszach w głowie. Zmienia kolory włosów i nastroje, bo może. Łatkami skandalistki i ekshibicjonistki się nie przejmuje. Wróciła do Polski, mieszka na warszawskiej Pradze i zaczyna od nowa? Nie. Ona po prostu konsekwentnie idzie swoją drogą. Anna Bloda.


Zamierzam powiedzieć dużo dobrych rzeczy na swój temat. – Oznajmia, zanim jeszcze usiadła do rozmowy.  Ustalamy szczegóły sesji, wypytuje, kto będzie robił makijaż, czyje ciuchy będą na zdjęciach i kto zajmie się włosami. Po czym mówi, poprawiając krótką blond fryzurkę – nigdy nie miałam tak zniszczonych włosów, jak teraz. Doigrałam się swoimi eksperymentami. Niestety jest tak, ze  jeśli coś się zmienia w moim życiu, to automatycznie zmienia się tez fryzura albo kolor.

Ultra Żurnal: Dużo zmian w życiu?
Anna Bloda: Dużo zmian w życiu, ale poza tym we włosach wszystko się zapisuje, cała chemia organizmu. Kiedy więc obcinam włosy to tak, jakbym się pozbywała starej skóry. Obcinam włosy i zaczynam wszystko od nowa. Dlatego czasem mam myśli typu – wyrwać włosy z cebulkami, obciąć się na łyso. Włosy są elementem prawie magicznym.

No tak – nowe studia, nowa praca….
Albo nowy kochanek….

W sierpniu napisałaś, że twój blog już spełnił swoja funkcję, pozwolił ci dojrzeć, dlatego jego dni są policzone. Ale dalej go prowadzisz.
Tu po raz kolejny wychodzi moja niekonsekwencja. Show must go on. Kobieta zmienną bywa. Dzisiaj mi się wydaje, że wszystko już skończone, a jutro budzę się i myślę, że muszę coś dodać. Czasami napiszę coś bardzo osobistego, ale generalnie wklejam różne rzeczy po to, żeby utrzymać ciąg.

A jak to ma się do tego, co napisałaś, zresztą w tym samym wpisie – że masz dość popisywania się, wysilania, konstruowania myśli na potrzeby odbiorców?
Czasami tak sama siebie eksploatuję i uskuteczniam na sobie tak agresywny marketing, że aż mdło mi się robi od samej siebie. Wtedy  chciałabym się wyciszyć, uciec, przestać istnieć  medialnie i  być na językach ludzi. Za dużo tego wszystkiego, dlatego czasami chcę się z tego wyłamać. Ale mijają dwa dni i wszystko wraca do normy.

To element kreacji, ta zmienność?
Przede wszystkim staram się być szczera – do bólu.

Pytam o to, bo mam wrażenie, że ludziom, którzy czytają twój blog, oglądają twoje zdjęcia, wydaje się, że znają cię też prywatnie, że ich – jednostronna przecież – relacja z tobą jest głęboka i intymna. Dlatego pytałam, czy chcesz to skończyć.
Na pewno pewnego dnia to się skończy, ale nie wiem, kiedy. Nie wiem, czy to będzie w momencie, kiedy będę matką czy żoną – może wtedy nie będę miała już determinacji, żeby się dzielić swoim życiem prywatnym.

No właśnie- dzielenie się prywatnością, stąd twoja etykietka skandalistki i ekshibicjonistki. Zawsze taka byłaś?
Chyba od najmłodszych lat chciałam istnieć i chciałam, żeby ludzie mnie zauważali. Ale ten ekshibicjonizm to tak naprawdę nie jest ekshibicjonizm – to raczej odwaga pokazania swego człowieczeństwa, tego, kim się jest. Spójrzcie na mnie – jestem taka, cierpię, raduję się, odnoszę sukcesy i ponoszę porażki, nie mam nic do ukrycia i niczego się nie wstydzę, bo każdy ma to samo. Więc to jest dzielenie się intymnym światem. Ta potrzeba wynika stąd, że w relacjach z innymi ludźmi urzeczywistniamy siebie.

Ok. Ale wobec tego gdzie przebiega ta granica między dzieleniem się i byciem szczerym a ekshibicjonizmem?
To, co ja robię, to nie jest ekshibicjonizm – każdy człowiek ma swój własny sposób komunikowania się z otaczającym światem. To nie było tak, że ja od początku pokazywałam emocje i dzieliłam się swoim światem. Na początku uważałam się za kogoś gorszego, wstydziłam się swojej oryginalnej tożsamości. Wiele osób mówiło mi, że jestem dziwna, inna – to powodowało, że miałam kompleksy i nie umiałam wyrażać siebie. Później zaczęłam to stopniowo przekuwać na dobrą monetę. Uznałam, że to, co jest we mnie indywidualne, jest zarazem ciekawe, wartościowe i przynosi korzyści innym ludziom. Jest to coś, co sprawia, że wychodzę z czarnej dziury do świata.

To był proces, czy stało się coś nagłego?
Proces. Zawsze ciągnęło mnie do sztuki, co jest spokrewnione z ekspresją, wyrażaniem siebie. Te moje zainteresowania i to, jaka jestem, jaka byłam, w pewnym momencie poszły w parze.

„Wszystko istnieje na świecie po to, żeby znaleźć się na fotografii. Ludzie odczuwają przymus fotografii”- mówiła Susan Sontag, a ty cytujesz ją a swoim blogu. Naprawdę? Mamy przymus utrwalania, zapisywania samych siebie?
Wydaje mi się, że mamy teraz jakąś obsesję na punkcie fotografowania, jakbyśmy chcieli powiedzieć : „Tak – Jestem, istnieję, to się naprawdę dzieje” . Zupełnie jakby fakt utrwalania obrazów pomagał nam osadzić się w rzeczywistości. Przez to, że życie online jest tak intensywne, ludzie starają się jakoś przez fotografię uchwycić moment, aby samych siebie przekonać, że coś się zadziało, wydarzyło naprawdę i w realu.

Zawsze było tak, że w jednej ręce miałaś kubek z kawą, a w drugiej aparat? Nawet teraz, kiedy siedzimy w knajpie przy kawie, mam wrażenie, że nieustannie robisz zdjęcia.
Tak. Bardzo wnikliwie przypatruję się ludziom i sytuacjom, moja głowa gdzieś orbituje. Bardzo interesują mnie ludzie – nawet ta pani w czerwonym sweterku, która przechodzi przez ulicę i zaraz zniknie za rogiem – bo każdy jest odrębną, niesamowitą historią. Fascynuje mnie gatunek ludzki – nie tylko piękne modelki, ale w ogóle człowiek.

Były sytuacje, kiedy działo się coś ciekawego, a ty akurat nie miałaś przy sobie aparatu?
Wiele razy. Zauważyłam taką prawidłowość, że jeśli  nie zabieram aparatu na, powiedzmy, imprezę, to wtedy to, co się dzieje – dzieje się naprawdę. A kiedy wkracza aparat, to tak jakby zaczynała się kreacja, opisywanie tego, co się dzieje. Jeśli jest aparat, to pewne rzeczy dzieją się jakby tylko po to, żeby można je było sfotografować. Aparat może przeszkadzać.

Nie masz takiego poczucia, że przez to, że fotografia jest wszędzie – począwszy od facebooka- zalewa nas tandeta? Nie drażni cię to, jako fotografa?
Nie, bo każdy ma swoja przestrzeń do wyrażania siebie. Tak się wydarzyło, więc chyba tak musiało być.

Ale to dobrze, że właśnie tak się wydarzyło?
Chyba tak. Wszystkie zmiany są na plus, może oprócz takiej, że zastąpiłabym swoje naturalne zęby sztucznymi. Ale zmiany, które są progresywne, są na plus.

To, że nagle wszyscy robią zdjęcia, to faktycznie jest progres?
Tak, bo ludzie zaczynają uruchamiać procesy twórcze. Żyjemy w czasach, które promują artystów. Ludzi kreatywnych jest dzisiaj bez liku. Nawet osoby, które na co dzień pracują w biurach, robiąc zdjęcia wysilają się do kompozycji, do myślenia o kolorze. Pojawia się coraz więcej pasjonatów. Fajnie, że aparat pojawia się w życiu codziennym.

Ale to powoduje też przesunięcie granic, bo dzisiaj można już pokazać wszystko. Są jeszcze jakieś tabu?
Ostatnio rozmawiałam z fotografem, który robi zdjęcia wojenne – powiedział, że fotografie ukazujące okrucieństwo są robione właśnie po to, żeby jakoś wojnie i jej brutalności przeciwdziałać. Również przez szokowanie. Inna sprawa jest, że przez lata opatrzyliśmy się z tego typu obrazem, co tylko spotęgowało znieczulicę i obojętność na ludzkie nieszczęście. Jednym okiem patrzymy na trupa, a drugim na reklamę.

Ale dokładnie to samo robi z nami wszechobecna fotografia.
Tak, ale wybitna fotografia zawsze się obroni, nawet w zalewie miałkich zdjęć. Na pierwszy rzut oka widać, co jest dobre, a co jest złe.

Każdy potrafi to rozróżnić?
Prawdziwe dzieło sztuki ma w sobie taki pierwiastek emocji, że wstrząsa także ludźmi, którzy nie do końca je rozumieją. Wystarczy wspomnieć instalację Nieznalskiej albo obóz koncentracyjny Libery.

Czyli sztuka ma – no właśnie, co ma?
Ma edukować.

Przez szok też?
Też. Artysta ma prawo używać dowolnych środków. Chociaż z drugiej strony to, jak Kozyra stworzyła swoją „Piramidę zwierząt” jest dość kontrowersyjne.

To kwestia moralna? Mówisz o moralności, ale prawda jest taka, że jednych oburza to, co robi Nieznalska, a innych twoje zdjęcia. Mówisz też, że artysta może wszystko. Więc gdzie jest ta granica?
Ale czemu moje zdjęcia miałyby kogokolwiek oburzać? Dlatego, że żyjemy w ultrakatolickim kraju? Moje zdjęcia nikogo nie szokują w Londynie i w Nowym Jorku, tam mogłyby się wręcz okazać pospolite. W Polsce jest duża zaściankowość – mam problemy, żeby znaleźć modelkę do zdjęcia topless! W NY i Londynie dziewczyn, które w ten sposób chcą eksplorować siebie, są setki.

To kwestia zaściankowości?
Też, ale głównie tego, że mamy tak głęboko zakorzenione katolickie mity.

Odium grzechu? Rozbiorę się do zdjęcia i pójdę do piekła?
Tak, wszystko jest podszyte poczuciem winy i przeświadczeniem, że to grzeszne przedsięwzięcie. Od najmłodszych lat jesteśmy wychowywani w duchu religijności, a czym gąbka nasiąka…

A ty masz to w sobie?
Nie, absolutnie, bo potrafię się wyzwolić z wszelkich więzów, konwenansów i zasad. Ale nie robię nic niemoralnego, bo nikogo nie ranię tym, co robię i nie oburzam żadnych religijnych obrońców krzyża.

Twoja fotografia nie jest obrazoburcza, ale kojarzy się trochę z miękkim porno z lat siedemdziesiątych.
Filmy z Teresą Orlowski musiały najwidoczniej zdeformować moja jaźń (śmiech). Natrafiłam na nie w domu jako czternastolatka i wywołały u mnie szok, bo mając naście lat nie wiedziałam jeszcze na czym polega seks.

Dalej poruszamy się w zaklętym kręgu tabu cielesności. U nas ciągle jest trochę tak, że to, co cielesne, jest postrzegane jako grzeszne, złe.
A to są tematy pierwszorzędne, bardzo istotne, wokół których kumuluje się cała religijność. Wszystko orbituje wokół cielesności.

Na twoich zdjęciach dużo jest kobiet, kobiecej nagości, samej kobiecości. Lubisz kobiety?
Tak. Bywa, ze trafię na jakąś wredotę, ale na tym etapie, potrafię się odcinać. Nie można zakładać, że kobiety czy mężczyźni są źli. Jeśli czasem natykam się na zawistne spojrzenia czy hipokryzję, mówiąc górnolotnie,
staram się wybaczać, bo wiem, ze wrogość świadczy o problemach z własnym ego, z nieakceptacją siebie.

To nasza narodowa maskotka, ten zielonooki potwór zazdrości?
Niektórzy uważają, że podcinanie skrzydeł i nieumiejętność cieszenia się sukcesami innych to nasza specjalność.

Nie kusi cię, żeby znowu stąd wyjechać?
Nie. Jestem typową Polką-patriotką, kocham Polskę, kocham Warszawę. Wszędzie jest tu Nowy Jork – każda dzielnica emanuje inną energią, wszędzie ludzie chodzą inaczej ubrani. Gdzie bym nie poszła, Warszawa mnie fascynuje. Jest absurdalna – może być brzydka, ale za chwilę obezwładniająco piękna.

Krakowianka mówi, że kocha Warszawę.
Mam wrażenie, że Kraków to moja prehistoria. Wtedy chodziłam na imprezy hip hopowe, kumplowałam się z gangsterami i robiłam pierwsze skandale (śmiech). Któregoś razu przyjechało do Krakowa WWO, a ja się zajarałam warszawskim hip hopem i warszawskim klimatem, i tak już zostało. Wyeksploatowałam Kraków do końca, Warszawa jawiła mi się jako coś nowego i nieodkrytego. Anonimowego. A ja lubię być anonimowa.

?!
No tak, na początku lubię być anonimowa, żeby poczuć miasto. Później to się oczywiście zmienia.

Później chcesz wystawać?
Tak, uwielbiam wystawać.

A nie boisz się, że jak będziesz za bardzo wystawać, to ktoś cię zechce utrącić?
Nie, bo ostrożnie dobieram sobie ludzi. Staram się być otwarta i miła, ale też nie dawać siebie wszystkim, bo wtedy zabraknie mnie dla moich przyjaciół i mnie samej. Zresztą  często kieruję się intuicją – od razu wiem, czy chcę wchodzić w czyjś świat, czy nie.

Intuicja, wibracje, wierzysz w takie rzeczy?
Tak, wierzę, że można zgiąć łyżeczkę, jeśli się w nią wystarczająco intensywnie wpatrywać.(śmiech)

rozmawiały: A.Dudek i E. Kosz

She takes pictures. Sometimes she also writes but she prefers images to words. She constantly records everything she sees; whether on pictures or in her mind. She changes hair color and moods because she can. She’s not concerned by scandalist and exhibitionist label. She’s not concerned by scandalist and exhibitionist labels. She came back to Poland, lives in Warsaw’s Prague and starts it all over? No. She just consistently walks her way. Anna Bloda.

I’m going to tell you a lot of good stuff about myself, she declares before she even has time to sit down. We talk about the details of the photo shoot. She asks about the makeup artist, about whose clothes will be featured in the pictures, who will take care of her hair. And then, arranging her short blond hairdo, she says: – My hair was never as damaged as now. With all the experimenting with color I had it coming. If something changes in my life, I automatically change my haircut or hair color. This is why I do something with my hair so often.

Ultra Żurnal: A lot of changes in life?
Anna Bloda: Yes, and also hair records everything, all the chemistry in your body. So when I cut hair it’s like I’m shedding old skin. I get rid of it and I start over. This is why sometimes I want to tear out my hair together with roots or shave my head. Hair is almost magical.

Well, new studies, new job…
Or a new lover…

In August you wrote that your blog had fulfilled its function, it had let you mature, so its days were to be numbered. And you still have it.
That’s just my inconsistency. You know, the show must go on and women are volatile. One day I think that everything is over and the next day I wake up and decide that I have to post something. Sometimes I write something very personal but usually I just post different stuff to keep going.

And what about the thing you wrote, actually in the same blog post, that you are fed up with showing off, straining yourself, constructing thoughts according to the needs of your readers?
Sometimes I exploit myself so much and force aggressive marketing on myself that I get sick with myself. I’d like to calm down, escape, end my media presence and stop being the talk of the town. There’s just too much of everything and sometimes I simply want to quit. But then two days pass and everything comes back to normal.

Is this volatility a part of your image?
Really I just try to be honest, even if it hurts.

I’m asking because I get the impression that people who read your blog and watch your pictures feel like they know you in real life, that their unilateral relationship with you is deep and intimate. That’s why I asked if you want to end this.
It certainly will end one day but I don’t know when. I don’t know if it’s going to be when I’m a mother or a wife; maybe then I won’t be so determined to share my private life with others.

Exactly, you share your privacy and this is why you’re seen as a scandalmonger and exhibitionist. Have you always been like that?
From my earliest years I wanted to have some kind of presence and I wanted people to notice me. But this exhibitionism is not a true exhibitionism; it’s rather courage of manifesting your humanity and who you are. Look at me, I’m this way, I suffer, I am happy, I succeed and I fail. I’ve got nothing to hide and I’m not ashamed because everyone is like that. So this is how I share my intimate life. This need comes from the fact that it is through relations with others that we make ourselves real.

Ok. But where is the boundary between sharing, honesty and exhibitionism?
What I’m doing is not exhibitionism. Everyone has their proper way of communicating with the outside world. I did not show my emotions and share my world from the very beginning. At first I thought I was someone worse. I was ashamed of my original identity. Many people told me that I was weird, different. I was ashamed and I couldn’t express myself. Later on I started to make this a good thing. I realized that what is original in me is interesting and valuable for other people and they benefit from my sharing it with them. This is how I come out from my deep black hole into the light.

Was that a process or did something happen?
It was a process.  I was always attracted by art; it’s because it’s related to expressing oneself. My interests and the way I was suddenly started matching.

“Today everything exists to end in a photograph. People feel the urge to photograph”, said Susan Sontag, and you quote her on your blog. Is it true? Do we really feel the urge to record ourselves?
I have the impression that we now have some kind of obsession on photography, like we wanted to say, “Yes, I’m here, I exist, this is happening for real”. Like it helped us find our place in reality. Because life online is so intense, people try to capture a moment in a photograph, just to convince themselves that something happened for real.

Have you always had a cup of coffee in one hand and a camera in the other? Even now, when we are sitting here drinking coffee, I have the impression that you’re constantly making photos.
That’s true. I watch people and situations very thoroughly and my head is always orbiting somewhere. I’m very interested in people. Even in this lady in a red cardigan who is just crossing the street and will soon disappear around the corner; everyone has their own separate, extraordinary story. I’m fascinated with the human species; not only the beautiful models, but human being in general.

Were there any situations when something interesting happened and you didn’t have your camera on you?
Multiple times. Actually, I noticed a kind of regularity; when I don’t take my camera to, let’s say, a party, then what happens happens for real. But when I have the camera, it’s like creation just started, it’s like describing what it is happening. If there’s a camera, some things happen like they happened only to be photographed. Camera can be hampering.

Don’t you have the feeling that photography is everywhere and, starting with Facebook, we are submerged with junk? Doesn’t it bother you as a photographer?
No, because everyone has their space to express themselves. This is what happened so probably it had to be this way.

But do you think it’s good it happened?
I think so. All changes are good, maybe except for changing my natural teeth to artificial. But progressive changes are good.

So the fact that everyone makes photos now constitutes progress?
Yes because people start to think creatively. They make an effort to arrange a composition, color; there are more and more passionate people. It’s good that the camera became part of our everyday life.

But this pushes boundaries in a way. You can show everything today. Are there any taboos left?
Recently I’ve spoken to a war photographer. He told me that such pictures are taken to prevent war and brutality in some way; also through shock. Callousness and indifference have always existed but such covers and pictures actually enhance them. One eye focuses on a corpse picture, while the other watches an ad.

But the omnipresent photography acts in the same way?
Yes but outstanding photography will always be justified, even when surrounded by bland pictures. You just need to take one look to know what is good and what is bad.

Can everyone make the difference?
A real piece of art carries such an element of emotion that it shocks even those people who don’t really understand it.  Just think about Nieznalska’s installation or Libera’s concentration camp.

So art should… What exactly should art do?
It should educate.

Also through shock?
Yes. Artists have the right to use any means. Although, from another point of view, Kozyra’s “Pyramid Of Animals” was quite controversial.

So this is a question of morality? You’re talking about morality but the truth is that some people are indignant with what Nieznalska did and some are outraged about your pictures. You also say that the artist can do everything. So where is the boundary?
But why would anyone be outraged about my pictures? Because we’re living in an ultra-Catholic country? My pictures don’t shock anyone in London and in New York; I guess they could even be deemed commonplace. Poland has a lot of this small-town mentality; it is hard for me to find a model for a topless picture! In NY and London, there hundreds of girls that want to explore themselves in this way.

Is this a question of small-town mentality?
Yes, but mainly it’s also because are deep-rooted Catholic myths.

The odium of sin? I will strip for a picture and I will go to hell?
Yes. There is underlying sense of guilt and conviction that this is a sinful undertaking. We are raised in this spirit of religiousness from the earliest years. You know, as the twig is bent…

And do you have it in you?
Absolutely not. I am able to free myself of any shackles, principles and conventions. I don’t do anything immoral. I don’t hurt anyone with what I do and I don’t provoke the outrage of religious cross protectors.

Your photographs are not iconoclastic maybe, but they make you think of the soft porno of the 70s.
The Teresa Orlowski movies must have ruined my consciousness (laughter). I spotted them at home as a little girl and I was shocked because when I was just a 14 years old, I didn’t know what sex was about.

We are still in this vicious circle of body taboo. We still have this tendency to regard everything carnal as sinful, evil.
But these are first-class, very essential topics, around which the whole religiousness cumulates. Everything revolves around the body.

Your pictures present a lot of women, women’s nudity, femininity itself. Do you like women?
Yes. You can always find some kind of a bitch, but you just need to separate yourself from her. You can’t just assume that men or women are bad. Girls are good. Sometimes I see jealous looks and sheer hypocrisy but, to be high-minded, I try to forgive them, because I know that any girl who tries to undermine me has problems with herself.

Isn’t this our national mascot; this green-eyed, jealous monster?
Some people say that undermining people and inability to enjoy the success of others are our specialties.

You’re not tempted to leave the country once again?
No. I’m a typical Polish patriot, I love Poland and I love Warsaw. There’s New York here everywhere; each district has its own energy and people are dressed differently. Wherever I go, Warsaw fascinates me. It’s absurd. It might be ugly and the next moment it’s disarmingly beautiful.

A girl from Cracow says she loves Warsaw.
I have the impression that Cracow is my ancient history. I used to go to hip hop parties, I was friends with gangsters and I made my first scandals (laughter). When one day the WWO band came to Cracow, I got super excited by Warsaw’s hip hop and vibe, and that’s how it is until now. I drank Cracow to the bottom and Warsaw looked like something new and undiscovered. It was anonymous. And I liked anonymity.

?!
Yes. I like to be anonymous at first in order to feel the city. Then it changes, of course.

Later you want to stand out?
Yes, I love to stand out.

Aren’t you afraid that if you stand out too much, somebody will want to strike you down?
No. I choose my people carefully. I try to be open and nice, but I don’t give myself to everyone, because I’d run out of myself for my friends and me. Anyways, oftentimes I just listen to my intuition. I immediately know if I want to enter someone’s world or not.

Intuition, vibrations, do you believe all that?
Yes, I believe you can bend the spoon if you look at it intensively enough (laughter).

Interview by: A.J.Dudek and Ewa Kosz

Translation: Anka Grzywacz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *