Słowa, to za mało. Zuo Corp +

Przykładam wręcz obsesyjną uwagę do szczegółów. W przypadku ubrań zazwyczaj oglądam podszewki, szwy, sposób wszycia kieszeni. Nie żebym była ekspertem krawieckim. Ale takie rzeczy każdy jest w stanie zauważyć i ocenić. Szew jest albo prosty, albo nie. Nie ma w tym większej filozofii. I o ile tkanina czy forma z zewnątrz może być boska, to jeśli pod spodem smętnie zwisają nici, to, w mojej ocenie, takie ubranie nie jest warte zakupu.

Moda polska nadal według mnie jest w powijakach. Mało który projektant w Polsce ma odwagę i (nie ukrywajmy) konkretny budżet, aby zainwestować w markę tak, aby stworzyć dom mody – przedsiębiorstwo, które ma za zadanie ubierać klientów, zarabiać na siebie i dawać możliwość projektantowi na twórcze spełnienie. Dom mody oczywiście buduje się wiele lat, ale stworzenie marki z pełną świadomością tego, co za tym idzie, nie jest, w mojej ocenie oczywiście, wielkim wyzwaniem. Decyzja, aby to robić, już takim wyzwaniem jest. Nie wystarczy zaprojektować fajną kolekcję. Trzeba znać potrzeby rynku, przeanalizować swoją grupę odbiorców, zebrać dobry zespół krawiecki, znaleźć zaufanych i profesjonalnych dostawców materiałów, wykończeń… I o wiele więcej. Staram to jakoś zebrać w głowie i nawet nie jestem w  stanie tego sobie wyobrazić.

I coś takiego zrobił Bartek Michalec z Łukaszem Laskowskim. Zuo Corp + jako marka istnieje już od dawna. Ma określoną renomę, w końcu nie od dzisiaj wiadomo, że Bartek Michalec jednym z najzdolniejszych projektantów w Polsce. Potrafi to pokazać w swoich autorskich kolekcjach, potrafi to pokazać w komercyjnej pracy dla znanych marek. Ale jego wizja marki to coś więcej. Stąd tak jakby Zuo Corp + zapadło w sen zimowy. Na dość długo. Ale nie oznacza to, że nic się nie działo. Ciężka praca, planowanie rozwoju marki, szukanie dobrej jakości materiałów, dostawców akcesoriów… Rozmawiałam z Bartkiem i Łukaszem blisko 3 godziny. I zapewne nie dowiedziałam się wszystkiego. Mogę się tylko domyślać, ile wysiłku kosztowało to, co ta dwójka zaplanowała. Ten mały ułamek ich pracy to bardzo fajna pracownia ze szwalnią na miejscu, to tony próbników materiałów, to kontakty z podwykonawcami na całym świecie. To wreszcie najważniejsze dla mnie – kolekcja. Ale i pomysł na markę.

W butiku Zuo Corp +, który już niebawem otworzy swoje podwoje, znajdziecie ubrania oznaczone trzema kolorami metek.

Białe metki to linia najtańsza, zaprojektowana specjalnie dla młodszej klienteli, z mniej zasobnym portfelem, ale poszukującej czegoś więcej, niż ubrania dostępne w sklepach popularnych marek sieciowych. Ubrania w tej linii będą w wersjach damskiej i męskiej, znajdzie się tam też biżuteria, bardzo w klimacie Zuo Corp +. Na przystępne ceny wpłynie też rodzaj tkanin, które będą używane do odszycia poszczególnych ubrań z tej linii – będą to głównie dzianiny o różnych składach i grubościach. W białej linii nie pojawią się też grubsze elementy garderoby, jak płaszcze czy kurtki, które z założenia muszą być jednak droższe, jeśli są wykonane porządnie i z tkanin odpowiedniej jakości.

Druga linia, która pojawi się w butiku, to linia różowa. Skierowana do kobiet, które są świadome tego, co chcą nosić, szukających jakości i wyrazistości, ale niezbyt gotowych na awangardę i nie do końca klasyczne konstrukcje. W linii tej znajdą się wszelkie elementy damskiej garderoby, jeszcze bez okryć wierzchnich, które mają się pojawić od nowego sezonu. Linia różowa będzie także w swojej ofercie posiadać biżuterię.

Linia czarna to projektancka esencja Zuo Corp +, oferująca charakterystyczne kroje i szeroką gamę produktów, od butów, torebek, biżuterii, przez bluzy, swetry, sukienki, spodnie, a kończąc na kurtkach i płaszczach.

Widziałam ubrania, które będą do kupienia w butiku – bardzo fajne formy pod względem koncepcji, bardzo dobre jakości tkanin i co totalnie uwodzi – detale i wykończenia. Każdy element garderoby ma w sobie wyraźny znak marki. Czy jest to charakterystyczny „zły” rękaw, czy nieoczywiste klapy w marynarce, czy wreszcie tkanina na piance. A wykończenia? To chyba jest osobny temat do opisania. Lamówki każdego szwu, funkcjonalne i jednocześnie ozdobne stębnowania. Wydaje mi się, że słowa to za mało. To trzeba zobaczyć. I trzeba też te ubrania kupować. Bo warto.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *