Trudna miłość


Tak wyszło – idealnie wpasowuję się w klimat świętowania dnia miłości. Prawie. Bo nie będzie lukru, ani różowych serduszek. Będzie o szczerej miłości do polskiej mody. Nieszczęśliwej i frustrującej. Pełnej zdrad, zawiści, plotek, zakłamania. W tej miłości nie ma miejsca na szczerość, na dojrzałą relację. I to mnie smuci. Jest mi nieprzerwanie przykro z tego powodu od kilku miesięcy. Czuję się oszukana, bo choć wiedziałam, że świat mody to blichtr i przesłodzony lukier, to jednak łudziłam się długo, że warto jednak przymykać oczy na tę niesmaczną, błyszczącą powierzchowność, bo pod spodem jest coś ważnego. I oczywiście dramatyzuję, bo przecież jest kilka rzeczy w tej całej modzie polskiej, dla których warto jednak przy niej trwać. Ale nie jest to proste. Zastanawiam się, dlaczego tak jest.

Myślę, że chodzi właśnie o brak szczerości, o wazeliniarstwo, o to, że dziennikarze nie starają się nawet być odrobinę obiektywni w pisaniu recenzji, bo dostaną po łapach od projektantów, którzy przyzwyczaili się do arii zachwytów, a nie krytyki. I ta nasza biedna, polska moda nie może wyjść z tego dołu z szambem, bo jak ma się rozwijać, kiedy nie ma dialogu, kiedy nie ma rozmowy. Moi kochani, moda to nie jest super słodka do obrzygania focia z projektantem, to nie są celebrytki, to nie jest ten cały jarmark. Modę zobaczycie na ulicy. Nie jest to może optymistyczne stwierdzenie, ale tak jest. Przeciętna Kowalska patrzy na ten cyrk i myśli „Nie będę z siebie robić małpy, tak jak Ci pożal się Boże „ludzie mody””.

A z drugiej strony myślę o moich przyjaciołach, z których każdy jest oddany modzie, a wielu polską modę kocha bezgranicznie. Wykształceni, elokwentni ludzie nie chcą się zachowywać jak ta cała reszta. Nie chcą skrzeczeć, nie chcą klaskać, bo wszyscy to robią. Ale powoli wchodzimy wszyscy w opcję – nie mam nic dobrego do powiedzenia, więc recenzji nie piszę.

Drugi problem polskiej mody to głupota. Bezgraniczna, bezdenna, przerażająca. Dosłowne inspiracje kolekcji przenoszone jeden do jednego na ubrania – nic nowego. Robert Kupisz od kilku sezonów prezentuje nam takie dosłowne przełożenia idei na kolekcję. A wczorajszy pokaz Dawida Wolińskiego inspirowany „wyjątkową postacią Imeldy Marcos”? Wszystko na ten temat napisał Tobiasz Kujawa, więc nie będę się powtarzać.  Już wczoraj, gdy zalinkował ten tekst na swoim facebooku, skomentowałam go. Napisałam, że polska moda jest niewdzięczną i tępą kochanką. I powiem szczerze, że z powodu słowa „tępa” miałam później wyrzuty sumienia. Bo przecież tak nie jest. Tylko w ilu procentach? Czy 10 % polskiej mody w polskiej modzie jest warte kochania? Jak nie zwracać uwagi na te nieszczere statusy na fejsbuku „och, to była twoja najlepsza kolekcja” wyrzygiwane przez dziennikarzy i wszelkiej maści fanów mody w tempie porażającym? Jak się od tego odciąć, a jednak nadal polską modę kochać? Jak się nie ubrudzić? I najważniejsze, jak w tę modę polską wierzyć?

4 komentarze

  • alken napisał(a):

    ja się odniosę może do strony bardziej praktycznej, niż estetycznej – jakiś czas temu postanowiłam swój patriotyzm 😉 wyrażać w kupowaniu polskich produktów. zamiast latać po sieciówkach zaczęłam kupować polskie „niszowe” marki. niestety jakość materiałów nie odbiega w większości moich nowych zakupów od ligi sieciówkowej. i mam teraz dylemat – próbować kolejnych polskich tworów czy wrócić do nieco tańszej, łatwo dostępnej i masowej ale również ładnej mody z galerii handlowych. jedyne co mnie przekonuje do zostania przy „naszych” to świadomość, że mój ciuch nie został uszyty przez źle opłacanego pracownika z kraju trzeciego świata.
    albo po prostu zacznę się ubierać tylko w nenukko, bo tylko ta marka do tej pory mnie nie rozczarowała 😉

    • Ewa Kosz napisał(a):

      Ja bym na twoim miejscu szukała tej dobrej jakości. Ja od dłuższego czasu kupuje więcej od projektantów, w sieciówkach zaopatrując się raczej w „bejzik”. Powiem szczerze, że kompletnie nie mogę narzekać na rzeczy od nenukko, Michała Szulca, MMC, Maldorora, Lous, Sylwii Rochali, Zuo Corp, Kas Kryst, est by eS, Ani Kuczyńskiej czy Wioli Wołczyńskiej, chociaż oczywiście każda z marek ma inny charakter i sprzedaje inny produkt. Rzeczy od tych projektantów mam i ich polecam z czystym sercem.

      • alken napisał(a):

        dzięki, na pewno przyjrzę się bliżej, choć większość ma dość zaporowe ceny jak na moją kieszeń, ale tak jak wyżej pisałam moja miłość do nenukko pozwoli mi zaopatrzyć szafę na każdy sezon 😉

        wiadomo, że jakość zazwyczaj idzie za ceną, a ja celowałam w średnią półkę, więc nie wymagam od rzeczy żeby trwały wiecznie, ale mimo wszystko od bluzy za 200zł oczekiwałabym, że nie zrobią się na niej „kulki” jeszcze przed praniem…

      • j.o.b napisał(a):

        do tej listy dodałabym też linię philosophy mariusza przybylskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *