Wielki Tydzień

TEN tydzień zaczął się w pewien poniedziałek (dla uściślenia był to 20 maj – tak to jest, jak się bumeluje teksty pod poduszką). Pomimo mojego szczerego afektu do zjawiska mody polskiej zamiast siedzieć na pokazie Joanny Klimas siedziałam w domu. Z dzieckiem. Chociaż może należało przyodziać małego człowieka i zaciągnąć go ze sobą. W końcu ludzie z dziećmi (a nawet niemowlętami) przychodzą na pokazy. Ale cóż, zrezygnowałam. Na następny dzień z niecierpliwością czekałam na relację redaktora Kujawy, bo czy słońce czy deszcz Tobiasz siada w nocy i rodzi recenzje. Bardzo mu zazdroszczę, bo ja zazwyczaj po pokazie wybieram sen. A jak widać to chyba zła strategia. Ale gdy już się obudzę, wiem, że na jego blogu znajdę tekst. W sytuacjach takich jak pokaz Joanny Klimas liczę się z jego zdaniem – nie widziałam, więc nie wiem.
Nie widziałam na żywo, ale mogę pokusić się o refleksję na temat samej kolekcji. Joanna Klimas ani przez moment nie schodzi ze swojej drogi. Jest konsekwentna, nie ucieka się do tanich zagrywek pod publiczkę czy trend. W jej projektach nie pojawia się tandeta, tak często objawiająca się na naszym rodzimym rynku. Ona po prostu jest. I dla mnie nie musi robić nic więcej, tylko projektować. Oglądam zdjęcia z jej pokazu i myślę sobie – kurczę, niby to wszystko takie proste, bardzo w jej stylu, niczym nie zaskakuje, a później wyłapuje niuanse i sama się mityguję. Ściągacze przy szyi totalnie mnie urzekły. Wyciśnięcie czegoś tak stylowego z przeskalowanej, wełnianej kraty jak choćby garnitury – to zadanie dla Joanny Klimas. Zdjęcia mówią mi jedno – muszę się wybrać do atelier pani Joanny, aby zobaczyć kolekcję „Contradictions” na żywo. Jeśli potrzebujecie zdjęć, aby zwizualizować sobie to, o czym piszę odsyłam do recenzji kolekcji na portalu LaMode.info.

Wtorek przyniósł pokaz kolekcji jesień/zima 2013-2014 duetu Paprocki&Brzozowski. Ale w gruncie rzeczy nie byłam na tym pokazie dla tych dwóch panów, ale z powodu Moniki Kubatek, która pokazywała swoją dyplomową kolekcję przed Dalią. Taki modowy support. Chwała projektantom z takim nazwiskiem za takie wyróżnienie. Zwłaszcza, że może się to obrócić przeciwko nim, gdy okaże się, że pokaz debiutantki jest lepszy od ich własnego. Ale każdy w swoim życiu podejmuje jakieś ryzykowne decyzje.

O kolekcji duetu Paprocki& Brzozowski powiem tylko tyle. O ile dojrzeć sylwetki Moniki Kubatek bardzo chciałam, to już na ich przeglądzie sukienek mini, midi, maxi, płaszczy, spodni i kurtek nie do końca mi zależało. Może dlatego, że zaproszenie dostałam właśnie od debiutantki, bo PR  duetu notorycznie mnie ignoruje, za każdym razem załatwianie akredytacji to droga przez mękę – chyba jestem na to za stara. Także jeśli chcecie obejrzeć kolekcję – odsyłam na LaMode.info, a jeśli chcecie przeczytać recenzję to oczywiście znajdziecie ją na Freestyle Voguing.A ja w przypadku Moniki mam wielki wyrzut sumienia. Bo pierwsze sylwetki z kolekcji widziałam już dawno, gdy Monika zgłaszała swoją kolekcję na tegoroczne OFF Out of Schedule. I o ile na poziomie pierwszego etapu jej kolekcja mnie urzekła (portfolio) to już na żywo totalnie nie zrozumiałam jej zamysłu, tego jak zbudowała sylwetkę. Z resztą nie tylko ja, bo i cała rada. I później widzę tę kolekcję na wybiegu w Soho Factory i robi na mnie wielkie wrażenie. Uzupełniona o sylwetki, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto obserwować młodych projektantów bardzo wnikliwie.
Nie będę ukrywać, że zobaczenie wybiegu nie było łatwe. Łódzki tydzień mody mnie rozbestwił. Siedzę sobie tam w pierwszym rzędzie i wszystko mogę niemalże dotknąć. A w Warszawie już pozostaje stać na szarym końcu, albo siedzieć w „piątym” rzędzie i nie widzieć nic. Nie jest to miłe.

Piątek przyniósł modę „po chuju”, czyli pokaz kolekcji Maldorora. Projektant świetnie spuszcza powietrze z całego nadętego środowiska. Zaproszenia – wezwania na komisję wojskową, gift bagi – metka projektanta, igła z nicią, sygnowana parówka i tekst roty – wszystko w „gustownej” reklamówce. Mała widownia w Jerozolimie – lekko zdewastowanej kamienicy mieszczącej w sobie do niedawna klub, pracownie artystyczne – to idealne miejsce, aby pokazać kolekcję, która jest prawdziwą modą i która nie potrzebuje złotego konfetti i nabotoksowanych celebrytek, aby nabrać statusu SUPERWAŻNEGO pokazu. To mała kolekcja, ale jak to bywa w przypadku Maldorora – mocna. Militarna, wyrazista,  Bez modelek i modeli, ale za to z prawdziwymi ludźmi, którzy noszą rzeczy Maldorora na co dzień. Za djką stała Sylwia Rochala. Kobiety, mężczyźni oraz pies (owczarek niemiecki). Bóg, Honor i Ojczyzna. Taki oto tytuł ma ta kolekcja.  A ja nie napiszę już nic więcej. Chyba tylko tyle, że Maldoror wie, jak się robi modę. Po chuju i zajebiście.W czwartek odbył się pokaz Łukasza Jemioła. Antycypując koniec tego tekstu – pod każdym względem najlepszy pokaz tego tygodnia. Sceneria – w końcu nie Soho Factory, a Łazienki Królewskie. Namiot rozstawiony przy budynku Podchorążówki, horyzont wybiegu – ściana bluszczu. I ilość gości – nie tak jak zazwyczaj pół miasta. Mniej zaproszonych wcale nie umniejsza prestiżu pokazu. I Łukasz Jemioł dokładnie to wie. Nie mogłam dojrzeć wszystkich detali, ale to co udało mi się zobaczyć totalnie mnie zachwyciło. Kolekcja „Tajemniczy Ogród” to dla mnie przede wszystkim kolor – limonka i przepiękna przeskalowana jodełka przetykana srebrem i złotem, zimowe okrycia – te już zrealizowane z ciemnych wełen, skór czy futer, czarne sukienki i spódnice. Aż się boję przypisywać cen do sylwetek, które chętnie przyjęłabym do swojej szafy.  Czarne sukienki z lekka pensjonarskie, trochę fartuchowe, świetne kurtki skórzane, płaszcze proste, a nadal powalające. Muszę przyznać – ta kolekcja Łukasza Jemioła totalnie mnie uwiodła.

Wielki Tydzień zakończył się w kolejny poniedziałek, czyli 27 maja (muszę to uściślić, bo pamięć nie ta ze starości). Zakończył go z hukiem Robert Kupisz i jego pokaz „Fair Play”. A ja byłam chora i wybrałam koc. I chyba dobrze. Bo o ile do pewnego momentu kolekcje Roberta Kupisza uważałam za coś miłego i w miarę ożywczego dla całego środowiska, to od momentu kolekcji powstańczej przestałam wierzyć, że jest w tym większy sens. A opaska z orłem wymieniona bodajże w Elle jako najmodniejszy dodatek sezonu była dla mnie policzkiem, bo pokazała, że ludzie zajmujący się modą w naszym kraju (oczywiście tylko niektórzy, Ci co to z tym Orłem na piersi czy ręce paradowali) są totalnie bezrefleksyjni i chyba po prostu tępi. I pomimo tego, że czekało na mnie miejsce (za co dziękuję) chyba lepiej, że się nie wybrałam na pokaz Roberta Kupisza, bo mógłby mnie trafić szlag i tylko problemy by z tego wynikły.

Zdjęcia kolekcji Łukasza Jemioła: Piotr Sitarski
Zdjęcie z pokazu Maldorora: www.facebook.com/Maldoror, Mirek Kaźmierczak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *