YES

Czekałam na tę kolekcję niemalże rok. Doczekałam się. I nie czuję się w żadnym stopniu rozczarowana tym, jak wygląda czy jak „nosi się”. Swoją bransoletę Triada (trójkątna z emaliowanym krzyżem) kupiłam w przedsprzedaży w sklepie internetowym Yes. Szybko, łatwo i przyjemnie. Powiem szczerze, że sprawiło mi to niewyobrażalną frajdę – mieć bransoletę z tej kolekcji wcześniej od reszty amatorów tego typu biżuterii.

Kolekcja oparta jest o trzy główne symbole – koło, trójkąt i kwadrat, do których przyporządkowane są kolejno następne trzy symbole – serce, krzyż i pentagram. O ile na bransoletach mamy te symbole wykonane z emalii, to już na kolczykach one same grają główną rolę. Wszystko w klimacie lat 80. z Madonną w tle.

Nie bardzo chcę łączyć w pary bransoletę i kolczyki, bo o ile Triadę z krzyżem jestem w jakiś sposób przeboleć, to już kolczyki – krzyżyki jako dopełnienie, są dla mnie „za bardzo” – nie lubię nosić symboli religijnych w formie biżuterii. Myślałam, że jedynie pentagramowe kolczyki są dla mnie do przełknięcia, ale gdy zobaczyłam na żywo całą kolekcję, podczas prezentacji w butiku u Ani Kuczyńskiej – zmieniłam zdanie. Zwłaszcza, jeśli chodzi o serca. Ania zaprezentowała na sobie właśnie te kolczyki i infantylny w moim wyobrażeniu symbol nabrał całkiem innego wyrazu. Te serca są mięsiste, mają w sobie rock&rollowy czad, noszą jednak spory ładunek kobiecości.

Sama prezentacja kolekcji odbyła się w sposób bardzo charakterystyczny dla Ani Kuczyńskiej – bez zbędnej fety, złotego deszczu przed ścianką z logotypami i kotylionów. Było kameralnie, z klasą. Spokojnie. Lubię to, bo Ania buduje wokół tych wydarzeń swoisty bufor bezpieczeństwa. Nie ma żadnych zgrzytów, jest za to zawsze moja ulubiona muzyka i dużo czerni.

Za sprawą PR-owców marki Yes, którzy wymyślili sobie, że najlepiej będzie w prezencie wysłać tę biżuterię kilku blogerkom pojawił się w kampanii kolekcji pewien dysonans. Z jednej strony — stawia się tu na spirytualizm symboliczny, z drugiej umieszcza się kolekcję na równi z ofertami „trendujących” sklepów. Mam nadzieję, że wysłano je też takim kobietom jak Maja Ostaszewska czy Katarzyna Herman. Bo ta biżuteria nie potrzebuje słodkich foteczek na instagrama i buzi w ciup. Oczywiście nie neguję całkowicie promowania produktu na blogach, bo są i te świetne, tworzone przez dziewczyny inteligentne, których oglądanie sprawia nam wszystkim przyjemność. Trzeba zachować jednak jakiś umiar oraz umieć dopasować produkt do promującej go osoby.
W tej sytuacji ważny jest zgrany duet.

Wracając do samej kolekcji – muzyka jest tutaj dość ważna. Widzę już siebie z dyndającymi sercami z uszu, kiedy idę sobie gdzieś po mieście, a w tle śpiewa Madonna. Także tak.
YouTube Preview Image

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *