Z Łukaszem Stachowiczem, projektantem mody, o ogniu i ciarkach.

Odkąd pamiętam (a pamiętam całkiem sporo, nawet z wczesnego dzieciństwa) żyłam w przekonaniu, że przyszłam na świat w nieodpowiednim czasie, ściślej rzecz ujmując – sporo za późno. Powinnam była urodzić się na łożu z baldachimem w jakiejś ładnej posiadłości z przyległościami w postaci plantacji bawełny (minus czworaki). To dość precyzyjna wizja.

Mój rozmówca również zdaje się przedkładać przeszłość ponad wątpliwości i cynizm postmodernizmu, jednocześnie nie przywiązując się zbytnio do czasu ani miejsc, które odwiedza. Myślę, że nie będzie miał mi za złe, jeżeli nazwę go podróżnikiem w czasie. O tym ile naiwności i wiary potrzeba, by zachować rezon w wiecznie zmieniającym się świecie mody rozmawiałam z projektantem mody, Łukaszem Stachowiczem, dwudziestotrzyletnim absolwentem krakowskiej Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru oraz laureatem nagród Cracow Fashion Awards 2011 i Premium Young Designers Award 2012/13 w Berlinie.

J.O.B.: Gdyby postawiono mnie pod ostrzałem i kazano wymyślić etykietę 
szufladki do której włożymy Twoje kolekcje (zasadniczo nie lubię 
szufladkować i etykietować), najlepszym pomysłem jaki przyszedłby mi
 do głowy byłaby „fikcja historyczna” (podobnie szufladkuje się prozę
 Dukaja, np.). Zgadzasz się na taką etykietę? Ile jest w nich fikcji, a 
ile historii?

Łukasz Stachowicz: 
Podobnie jak Ty nie lubię schematów i pochopnych opinii, bez wzgledu na dziedzinę w 
jakiej się poruszamy. Nadanie etykiety i zaszufladkowanie jest chyba prostym sposobem na to, aby 
nie zagłębiać się w późniejsze analizy.
 Proza Jacka Dukaja jest bardzo spójna i jest on bardzo wierny 
stylowi, który sobie wyznaczył i w jakim się porusza.

Inną kwestią są eksperymenty twórcze, które nie każdy lubi. 
„Lamperia“ jest dla mnie raczej alternatywnym odniesieniem do historycznego 
ubioru.  W „Lamperii“ jest zdecydowanie więcej mojej własnej historii, niż 
fikcji. Wychodzę z założenia, że autentyczność bardziej się sprawdza.

Patrząc (nawet z zachwytem) na Twoje prace trudno oprzeć się wrażeniu, 
że niewiele z nich będziemy mieli szanse zobaczyć na polskich ulicach. 
Do kogo adresujesz swoje kolekcje? Czy zagadnienie sprzedaży produktu 
końcowego w ogóle Cię interesuje? Czy poza Polską (np. w Berlinie, w 
którym już niedługo będzie można kupić Twoje projekty) widzisz większe 
szanse na sprzedaż  czegoś tak „osobnego” jak Twoja „Lamperia” czy
”Robinson”?


Nie wyznaczyłem sobie targetu osób dla których projektuję 
i bedę projektował. Chciałbym aby kolekcje były na tyle ponadczasowe, że ubrania będą nosiły osoby, które czują ten klimat. 
A tym sposobem przedział wieku nie odgrywa żadnej roli. 
Moim celem nie jest sprzedaż masowa, więc pewnie nieczęsto będzie można zobaczyć przechodniów w moich projektach. Wystarczają mi indywidualne zamówienia, które realizuję na bieżąco. Mam jednak nadzieję, że ostatnia wygrana (Premium Young Designers Award 2012/13) w kategorii Menswear w Berline przyniesie nawiązanie kontaktów z butikami na zachodzie, w których sprzedaż moich rzeczy pozwoli realizować kolejne kolekcje. To rynek zweryfikuje potrzebę noszenia „Lamperii”.

Pokaz  kolekcji „Robinson” w ramach ostatniej edycji FashionPhilosophy 
FWP był niewielkim, niskobudżetowym a jednak wciągającym spektaklem (
do dziś zastanawiam się w jaki sposób udało Ci się uzyskać zezwolenie 
na użycie płonących pochodni wewnątrz mocno zatłoczonych hal
 wystawienniczych). Czy kostiumografia jest w Twoich planach
 zawodowych? 


Pokaz II kolekcji s/s 2012 „Robinson” był uczuciowym impulsem, podyktowanym wielkimi emocjami. Nie było dużego budżetu ani czasu, który miałem dla „Lamperii”. Ale pojawił się Artur Siwiec i z jego wielkim zaangażowaniem pokazanie „Robinsona“ stało się szybko możliwe. Zaproponował modela Rafała Stoczyńskiego, chodzącego  obecnie  w Szanghaju na wielkim wybiegu oraz świetnego fotografa, Łukasza Dziewica.
 Z udziałem Klaudii Kozik ze szkolnej agencji Reklamex Entry udało im się oddać historię widzianą moimi oczami w niesamowitej scenerii Pustyni Błędowskiej. 
I tak dzięki pomocy wielu osób, bez których nawet bym nie pomyslał o wybiegach Fashion Philosophy FWP, w zabójczym tempie powstał „Robinson”.

Pytasz o ogień. Wystarczy dużo samozaparcia, kilkanaście telefonów 
i sporo szczęścia, którego, muszę przyznać, do tej pory mi nie brakuje. Wreszcie ktoś w słuchawce decyduje, że wystarczy obecność strażaka. 
Ostatecznie przed pokazem nawet strażaka nie było, ale kto mógłby, widząc takie
 zaangażowanie nie pozwolić odpalić pochodni, jakże istotnej w całym
 spektaklu.

Odnośnie pierwszej kolekcji z kolei spotkałem się z opinią, że te ubrania
 wygladają jak wyciągnięte z najnowszej produkcji Polańskiego. Dla mnie jest to jednak pewnego rodzaju historyczna interpretacja współczesnej mody. 
Projekt do spektaklu w operze czy teatrze byłby dla mnie dużym wyzwaniem, mimo tego chcę zająć się stricte modą na wybieg.

Opowiedz o procesie powstawania kolekcji, od czego zaczynasz (szkic,
wybór tkanin, tak zwany moodboard?), gdzie kończy się twoje fizyczne 
zaangażowanie w produkcję (miękka forma, wykrój, odszycie prototypu?)? 
Jesteś bardziej architektem czy inżynierem własnych kolekcji?

Na początku jest „wybuch“, powstaje jedno, dwa pojęcia kluczowe
, które towarzyszą mi już do końca. Na nich zaczynam budować konstrukcję pewnej historii. 
Nad biurkiem z tygodnia na tydzień przybywa inspiracji w
 postaci powyrywanych stron z magazynów i wydruków. Mnóstwo karteczek z notatkami i rysunkami poszczególnych pomysłów, które powstają w
 różnych miejscach, w zależnosci od tego, gdzie rodzi się pomysł.
 Zaczynam czuć klimat, widzę światło na wybiegu, równolegle myślę o 
muzyce i scenografii. Chciałbym, żeby stała się nierozerwalnym elementem całości. To chyba najbardziej ekscytujący etap pracy przy kolekcji, któremu 
często towarzyszy niejedna nieprzespana noc.

Od „pojęcia” przechodzę do  pracy nad detalem, aż dochodzę do
 ostatecznego obrazu, umieszczając poszczególne pomysły na sylwetkach.Chcąc zachować dobre proporcje tkanin w kolekcji planuję, ile 
poszczególnych modeli wyjdzie z danego materiału. Być może stąd duża spójność w moich kolekcjach. Uwielbiam poszukiwanie tkanin, jest to dla mnie niczym odkrywcza ekspedycja. Na odszywanie prototypów do tej pory nie było czasu, choć bez korekty i przeróbek się nie obeszło.

Porównywalnie ekscytujacy stan przeżywam podczas premiery, kiedy wszystko jest już gotowe. Przechodzą mnie wtedy ciarki i mam ogromną satysfakcję. 
Potem zaczynają się szczeble marketingowo-promocyjne, których nie znoszę.
 Zdecydowanie jestem więc architektem i w tej roli czuje się znakomicie.
 I tak jest do kolejnego „wybuchu“ z którego powstaje zalążek.

Słynna już historia 300 ręcznie wykonanych miśków przeznaczonych na 
sprzedaż na greckiej plaży zmusza mnie po raz kolejny (choć wiem jak
 „nieeleganckie” są pytania natury finansowej, które notorycznie zadaję 
swoim rozmówcom i jak bardzo rozmówcy próbują się zwykle wykręcić od 
odpowiedzi) do zadania pytania: w jaki sposób dziś finansujesz swoje
 kolekcje? Czy jako laureatowi Cracow Fashion Awards ( za „Lamperię”) 
łatwiej ci zdobyć fundusze niezbędne do powstawania kolejnych 
kolekcji? Czy publikacje prasowe (np. w superpopularnym międzynarodowo
 thefashionisto.com) przynoszą jakiekolwiek zmiany w tej dziedzinie?

„300 miśków” to historia, która miała wysoką cenę. Doświadczenie, które na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Takiej wiary jak wtedy na wyspie życzyłbym sobie zawsze w podobnych, totalnie beznadziejnych sytuacjach. Moja bezsilność, kiedy widziałem na horyzoncie tylko od czasu do czasu małe światelko odpływającego w
 dal statku. Deficyty zmuszają do kreratywności i stąd ten abstrakcyjny pomysł z Grecją, plażą, miśkami… 
Nie będę ukrywał, że pochodzę z niezbyt zamożnej rodziny, dla której 
mój pomysł z projektowaniem pozostał do tej pory zagadką. Każda mama z pewnością wolałaby mieć syna inżyniera lub prawnika, którego 
miesięczne dochody są stałe i regularne. 
Nie ukrywam, że poszukuję również osób, które chciałyby zainwestować, 
uwierzyć w mój potencjał i pomogłyby mi w realizacji „modowych spektakli“, 
które są dość często drogie, skomplikowane i angażujące wielu 
specjalistów. 
Cracow Fashion Award dał mi świetny start, niestety bez żadnej kasy na dalszy rozwój. 
Jednak dzięki gali dyplomowej poznałem ludzi, którzy szczerze i z entuzjazmem zaproponowali 
mi swoją pomoc.
 Zdecydowanie łatwiej jest o szanse na publikacje, niż środki na
 nową superdrogą kolekcję, która wykluwa się narazie w mojej wyobraźni. 
Tylko naiwność pozwala na tworzenie rzeczy pięknych bez zastanawiania
 się, podług prawd bezwarunkowych. Jestem młody, nie chciałbym stracić idealizmu, ktory jest głęboko we mnie zakorzeniony.

Surowce, z których korzystasz wydają się być wysokojakościowe i, co za
tym idzie, kosztowne (sprawa wciąż dość rzadka w polskiej modzie).
 Gdzie się w nie zaopatrujesz i w jaki sposób dokonujesz wyboru: 
bierzesz to co spełnia minimalne wymagania jakościowe i obudowujesz 
kolekcję wokół surowca czy idziesz na całość i decydujesz się na 
rozwiązanie idealne, choć droższe, np. kosztem nakładania limitu
 ilościowego modeli w kolekcji?


Staram się, żeby użyte przeze mnie tkaniny odpowiadały najwyższej 
jakości, mimo że koszt wysokojakościowych tkanin jest często wysoki. Jakość surowca ma 
dla mnie duże znaczenie. Wolę pokazać mniejszą ilość bardziej dopracowanych modeli z lepszych tkanin 
niż tkaninę, która po pierwszym praniu zastanawia. Nie ma tu dla mnie żadnego kompromisu. 

Ostatnio mój znajomy zapytał : „Stachowicz czy ty zawsze musisz
 być taki spektakularny?” Nie miał tu na myśli mojej tworczości, 
bardziej chodziło mu o moje podejście do własnego życia, tych kadrów z których się składa. 
Taki już jestem.  Jak spadam to z wysokiego konia.

Zdradź nam swój plan podboju świata. W którym wyobrażalnym momencie 
kariery pomyślisz sobie: udało się, teraz będę odpoczywał?

Chyba nie wyobrażam sobie momentu, kiedy usiądę i powiem sobie że mi się udało. Bo co miałoby się niby udać? Nowa kolekcja? Dla mnie tworzenie to proces bez „The end“. 
Nie cierpię na brak pomysłów. Odpoczynek to słowo, które zniknęło z mojego słownika już kilka lat temu. Po pierwsze warto odpowiedzieć sobie na pytanie o cel. O jego realizację zapytaj mnie za 10 lat, kiedy uda mi się funkcjonować w tym hardcorowym biznesie, gdzie po cichu rozpycha się łokciami, walczy o przetrwanie, o zaistnienie z sezonu na sezon. 
 Gdzie dziś jesteś a jutro już cię nie ma. Oceny są często powierzchowne i pochopne, ale to już „bicie piany“ innego rodzaju.

 

adres domowy gościa: http://suitcaseofideas.com/#/home

adres domowy gospodyni:  http://laexpress.pl/

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *